psy

„APORT!"

Pies, jako potomek zwierząt drapieżnych, ma wrodzoną skłon­ność do gonienia zwierzyny i odnoszenia zdobytego łupu w bez­pieczne miejsce, w celu spożycia, przechowania na później lub na­karmienia młodych. W każdym psie domowym tkwi w mniejszym lub większym stopniu ten naturalny popęd, a przewodnik go tylko rozwija i utrwala.
Wbrew teoriom dawniejszych teoretyków tresury uważam, że nigdy nie wychowa się niezawodnego aportera, jeżeli oprze się naukę aportowania na przymusie połączonym z przykrością. Zwła­szcza w początkach należy wstrzymać się od stosowania wszelkiego przymusu w ogóle, a przy dalszej nauce tylko w razie koniecznej potrzeby i bardzo umiarkowanie.
Trzeba tutaj także odrzucić poprzednio ustaloną zasadę, iż jeden silny bodziec działa lepiej i trwalej niż szereg słabych. Zasada ta jest słuszna, lecz przy oduczaniu pewnych czynności lub zmusza­niu psa do przybrania pewnej postawy względnie trwania w niej — nauczyć można tylko przyjemnościami i rozbudzaniem wrodzo­nych instynktów.
W czasie nauki aportowania przewodnik powinien zapomnieć o tym, że jest „panem", a natomiast dołożyć wszelkich starań, by stać się dla psa towarzyszem zabawy. Powinien rozbudzić jego instynkt pogoni i noszenia łupu i utrzymywać go w wesołym na­stroju, unikając wszystkiego, co działa nań deprymująco. Nie moż­na więc przystępować do tej nauki z psem przejedzonym, sennym, zmęczonym czy też przygaszonym poprzednimi ćwiczeniami. Gdy­by tak było, trzeba go naprzód rozbawić i zainteresować.
Chcąc stosunkowo prędko nauczyć psa aportowania, należy wpierw przyzwyczaić go, aby przychodził bezzwłocznie na zawołanie (patrz rozdz. „Karność" — str. 90). Można i przedtem w zaba­wie rzucać mu różne przedmioty do noszenia, lecz uważam to za ryzykowne, bo pies nabiera wtedy często nawyku uciekania z „łu­pem" przed rywalizującym z nim „towarzyszem". Pierwsze ćwi­czenia mają na celu zapoznanie psa z hasłem „aport!", po którym ma ująć łup. Na łup taki najlepiej się nadaje koziołek do aporto­wania, w postaci dwóch kul lub tarcz połączonych osią z miękkiego drzewa o średnicy 2—4 cm, zależnie od wielkości psa. Drzewo osi powinno być miękkie, żeby nie narażać zębów psa na uszkodzenie. Twarde i śliskie skłania psa do kurczowego uchwytu, tak niepożą­danego w późniejszej praktyce aportera.
Delikatnym psom rzuca się gumowe kości lub obszywa kość kozła solidną skórą. Nie rzuca się piłek lub innych małych przed­miotów, które pies w zapale zabawy mógłby połknąć wbrew swej woli. Nigdy też nie należy używać do aportowania kamieni lub patyków, raz dla ochrony zębów psa, a następnie, by nie wprowa­dzać wadliwych skojarzeń, w wyniku których pies w przyszłości nie mogąc znaleźć właściwej „zguby" poradzi sobie przez podję­cie pierwszego z brzegu kamienia lub patyka (bo tak przecież by­wało dawniej).
W początkach nauki wolno używać do aportowania tylko przed­miotów miłych dla psa (drewnianych czy skórzanych) — a gdy już nabierze pasji i aportuje niezawodnie, można przejść do przed­miotów mniej przyjemnych (metalowych lub wydających niemiłą woń). Większość psów nie lubi aportować ptaków drapieżnych, a także wszelkich zwierząt drapieżnych w ogóle. Dlatego też do­piero po niezawodnym aportowaniu zwykłej zwierzyny myśliw­skiej, można przejść zwolna do aportowania szkodników.
Koziołek do ćwiczeń powinien być początkowo lekki i tylko po­woli, przez stopniowe dodawanie ołowianych krążków po obu stro­nach tarcz drewnianych, można podnosić wymagania stawiane psu. Rzecz jasna, że tylko od psa dorosłego i odpowiednio przygo­towanego treningiem wolno żądać aportu przedmiotów ciężkich z ewentualnym pokonywaniem przeszkód.
Wracamy jednak do początków nauki. Jesteśmy na spacerze, w miejscu, gdzie ani ludzie ani zwierzęta nie absorbują uwagi psa i zaczynamy się z nim bawić. Gdy upewnimy się, że pies nie jest pod wpływem żadnych ubocznych wrażeń, wyciągamy koziołek i wymachujemy nim tak, żeby pies go nie mógł uchwycić, lecz oczywiście też tak, by go nim nie uderzyć. Pies po chwili będzie zdradzał ochotę ujęcia łupu. Wtedy rzucamy koziołek niezbyt da­leko i wołamy „aport". Często już za pierwszym razem pies wy­kona nasze życzenie i zgodnie z popędem instynktownym złapie toczący się koziołek. Jeżeli nie ograniczy się do złapania, lecz bę­dzie nosił swój łup, chwalimy go tym żywiej i przywołujemy radośnie do siebie.
Być może, że pies zemocjonowany pogonią za łupem nie usłucha wezwania. Wtedy nie wolno nam okazywać najmniejszego nieza­dowolenia, bo pies może wskutek tego przyspieszyć swój powrót, lecz prawie na pewno porzuci zdobycz pamiętając o strzałach z procy, które obrywał w czasie nauki karności. Powtarzamy więc wołanie wesoło i dla przyspieszenia powrotu zaczynamy biec ty­łem, cofając się i wabiąc psa gestami. Gdy pies przybiegnie z apor­tem, chwalimy go radośnie, głaskamy i odbieramy mu łagodnie aport ze słowami „wydaj!", wynagradzając w zamian jakimś smacznym kąskiem.
Początkowo nie zwracamy uwagi na formę, w jakiej pies wy­konuje aport. Jeśli się zachowa w sposób zbliżony do wyżej opisa­nego, znaczy to, że zapowiada się na doskonałego aportera. Być może jednak, że podbiegłszy do koziołka albo go w ogóle nie po­dejmie, albo porzuci go po chwili. To nie powinno nas zniechęcać, w każdym razie zasadniczy instynkt posiada — trzeba go tylko rozbudzić i rozwinąć. Ponownie więc podniecamy psa, ponownie rzucamy koziołek albo potrącamy nogą, a wtedy pies przypuszczal­nie zainteresuje się ożywionym łupem, który zaczyna „uciekać". Nie należy się zrażać chwilowymi niepowodzeniami i w żadnym wypadku nie wolno okazywać zdenerwowania ani tym mniej gnie­wu. Czego nie dopięliśmy dziś, osiągniemy jutro, za tydzień lub dwa. Czasem pies zawodzi uporczywie przy wielu próbach, aż na­gle od jednego razu zbudzi się w nim pasja i potem z dnia na dzień zabawa ta coraz więcej go porywa.
Zaznaczam, że nie należy przeciągać lekcji, ale przerwać je przy pierwszych objawach znudzenia lub zmęczenia.
Gdy pies już chętnie przez kilka, tj. co najmniej dwa tygodnie przynosi nam koziołek, przedłużamy chwilę odebrania mu go — początkowo cofając się przed nadchodzącym, a potem idąc coraz dłużej obok psa postępującego przy nodze. Zawsze przy odbieraniu koziołka powtarzamy hasło „wydaj!". Gdyby pies nie chciał puścić łupu, ujmujemy jedną ręką koziołek, a drugą łagodnie otwieramy mu pysk, w razie oporu uciskając fafle (policzki psa) na zęby trzo­nowe. Ucisk powinien być ograniczony do koniecznego minimum, by psa nie wprowadzić w nastrój depresji, która odbiłaby się na samym aportowaniu. Po odebraniu aportu natychmiast należy psa chwalić, by utrwalić w nim skojarzenie, że przykrość łączy się tylko z hasłem „wydaj!", a nie z aportowaniem. Jeśli pies postę­pujący przy nodze upuszcza przed odebraniem koziołek, ożywiamy go ponownie lekkim trąceniem i wołamy „aport!", co na ogół wy­starcza. Jeżeli zaś nie chce go podjąć, powracamy do pierwszych ćwiczeń — podniecamy psa tak długo, aż słowo „aport" w połą­czeniu z rzucaniem i toczeniem koziołka wyzwoli chęć do dalszej zabawy.
W miarę postępu ograniczamy coraz bardziej nasze ruchy za­chęcające, tak by samo rzucanie przed siebie koziołka lub wska­zanie na leżący nieruchomo — ze słowem „aport!" — spowodo­wało wykonanie rozkazu. W dalszej fazie nauki chwalimy przy­biegającego psa i wołamy „siad!", a dopiero gdy usiądzie bierzemy od niego przedmiot. Uważać trzeba, żeby pies nie skojarzył rozka­zu „siad!" z pojęciem „wydaj!". Dlatego też pozwalamy psu cze­kać przez chwilę, głaszczemy go po głowie i poprawiamy mu w py­sku przedmiot nie odbierając go. Ćwiczenie to jest bardzo ważne, bo utrwala skojarzenie, że tylko na hasło „wydaj!" pies ma pu­szczać przedmiot aportowany. Bez tych ćwiczeń może sobie przy­swoić brzydki zwyczaj porzucania przedmiotu przyniesionego u nóg przewodnika, co jest szczególnie niemiłe przy aportowaniu zbar-czonego ptactwa.
Gdy pies jest już dłuższy czas zupełnie pewny w aportowaniu nie tylko rzucanych, lecz i leżących spokojnie lub podawanych mu przedmiotów, przechodzimy do dalszego korygowania. Bierzemy go na linkę, nakazujemy „waruj!" i odrzucamy koziołek. Pies nie­wątpliwie będzie chciał pognać w tę stronę, na co nie pozwalamy nakazując ponowne warowanie. Dopiero po chwili zwalniamy go z linki, w razie próby zerwania się powtarzamy ostro „waruj!", wreszcie podrywamy go hasłem „naprzód!", „aport!" wskazując ręką na przedmiot. Odtąd już stale pilnujemy, by pies aportował dopiero na rozkaz. Przy okazji staramy się ulokować niepostrze­żenie przedmiot aportu w pewnej od nas odległości i wydajemy rozkaz z równoczesnym wskazaniem kierunku. W ten sposób uczy się psa zwracania uwagi na kierunek biegu, co stanowi przygoto­wanie do późniejszego rewirowania (patrz rozdz. ,,Rewirowanie" — str. 125). Kierunek na lewo wskazujemy lewą ręką, a na prawo — prawą.
W trakcie nauki zmieniamy przedmiot aportowania. Koziołek zastępujemy wypchanym futrem królika, zająca czy lisa, martwy­mi ptakami, królikami, zającami — zależnie od potrzeb przyszłej praktyki. Jeżeli pies chwyta ptaki zbyt ostro, posługujemy się wronami, jastrzębiami i innymi drapieżnikami, które psy na ogół biorą mniej chętnie, więc i mniej gwałtownie. Prawidłowego chwy­tu za grzbiet można psa nauczyć podwiązując używanemu do ćwi­czeń drapieżnemu ptactwu szpony pod brzuch. W ten sposób pies nabiera doświadczenia, że chwyt za brzuch jest nieprzyjemny. Pies, który ma już utrwaloną pasję aportowania, powinien na roz­kaz podjąć wszelki wskazany aport i wtedy dopiero można stoso­wać pewien umiarkowany przymus według metody, którą oma­wiam przy końcu rozdziału.
Wszechstronny wyżeł czy aporter, wysłany w teren do rewiro­wania, buszowania lub szperania, powinien nie tylko wystawiać i płoszyć zwierzynę żywą, lecz również automatycznie, bez rozka­zu, przynosić wszelką zwierzynę martwą, a nawet jej części w sta­nie silnego rozkładu. Dzięki temu myśliwy może nieraz uzyskać cenne wskazówki o działaniu kłusowników lub panującej epi­zootii *.
Nie wolno przeto okazywać niezadowolenia, gdy pies przyniesie jakąś cuchnącą padlinę jako znalezioną zgubę. Przeciwnie, należy go za nią również pochwalić jak za inną zwierzynę. Trzeba nawet nieraz dla praktyki kazać pomocnikowi podrzucać takie „zguby", by się przekonać, czy pies pracuje należycie. W łowisku leśnym można w ten sam sposób psa przyzwyczaić do podnoszenia wszyst­kich znalezionych zrzutów zwierzyny płowej.
Jeśli pies już w ogóle dobrze aportuje, to łatwo jest go nauczyć przynoszenia na rozkaz przedmiotów ściśle określonych, jip. ka­gańca, laski, gazety itp. Podajemy lub rzucamy psu żądany przed­miot z odpowiednim słowem, np. „aport kaganiec!". Następnie kładziemy obok siebie parę przedmiotów i powtarzamy hasło. Je­żeli pies się myli, korygujemy go, oczywiście bez kary, tylko spo­kojnie: „nie — kaganiec aport". Po kilku ćwiczeniach pies zacznie odróżniać przedmiot. Naukę na następnym przedmiocie, np. lasce, zaczyna się dopiero po ugruntowaniu pierwszego pojęcia, np. ka­gańca. Ćwiczenia te należy często powtarzać, bowiem psy zapomi­nają dość prędko tego rodzaju skojarzenia, nie mające żadnych wrodzonych ani naturalnych punktów zaczepu w ich umysłowości.
Można również psa wyszkolić na domowego posłańca. Przedmio­ty, po które chcemy go posyłać, powinny mieć swe stałe miejsce. Wypowiadając hasło np. „aport kaganiec!" prowadzimy psa do miejsca, w którym przedmiot leży i wskazujemy na przedmiot, z którym poprzednio został zapoznany. Stopniowo powiększamy odległość.
Aportowanie zwierzyny na tropie lub farbie, jak i zguby na śladzie przewodnika, omawiam w rozdziale poświęconym pracy węchowej psa, gdyż przy tych ćwiczeniach węch odgrywa pierwszą rolę, a aport jest tylko końcową fazą pracy węchowej.
Nauka aportowania przy zastosowaniu przymusu jest ostatecz­nością, na którą przewodnik decyduje się tylko wtedy, gdy abso­lutnie, mimo największej cierpliwości i wielokrotnych prób, nie uda się zbudzić u psa nerwu do aportowania. Trzeba sobie jednak uświadomić, że pies mający wrodzoną pasję, spotęgowaną należy­tym wychowaniem, będzie spełniał nasze żądanie nie „na rozkaz", lecz z naturalnej potrzeby. Pod wpływem impulsu wywołanego hasłem „aport!" zaczyna automatycznie działać mechanizm psy­chiczny, dyktujący mu dalsze postępowanie, które zmierza do osiągnięcia jego własnego celu, tj. zdobycia łupu.
Inaczej u psa, u którego aportowanie następuje na rozkaz, tj. z obawy przed przykrościami. Taki pies aportuje przedmioty tylko tak długo, póki wisi nad nim groźba przymusu. W zaroślach lub innym terenie nieprzejrzystym stale zawodzi wobec braku osobi­stego zainteresowania.
Nawet przy nauce opartej na przymusie nie wolno stosować kar dotkliwych, by nie spowodować skojarzenia, że „aport!" jest zapowiedzią bólu -— przez co pies stałby się tchórzliwy.
Na początku lekcji każemy psu przybrać pozycję siedzącą i ła­godnie otwieramy mu pysk wkładając do niego koziołek ze sło­wem „aport" i podtrzymujemy żuchwę nie pozwalając na wyrzu­cenie koziołka. Koziołek powinien spoczywać na żuchwie tuż za kłami, przy czym uważać należy, by nie przycisnąć warg, fafli lub języka.
Początkowo nie zostawiamy psa długo w tej pozycji. Po krótkiej chwili wyjmujemy koziołek ze słowem „wydaj!". W czasie trzyma­nia koziołka chwalimy i głaskamy psa, każdą próbę wyrzucenia koziołka karcimy wołaniem „fe!", a po kilku lekcjach ewentualnie także uderzeniem, pamiętając jednak, że przy nauce aportowania musimy wyłączyć stosowanie wszelkiego gwałtownego przymusu. Z chwilą gdy pies zachowuje należytą pozycję, chwalimy go po­nownie, a po skończonej lekcji nagradzamy, choćby nawet jej prze­bieg był na razie mało zadowalający.
Chodzi o to, by utrwalić u psa skojarzenie, że trzymanie przed­miotu jest przyjemne, samowolne puszczanie zaś powoduje skutki niemiłe.
Ćwiczenia poszczególne nie powinny trwać długo, lecz trzeba cierpliwie i konsekwentnie powtarzać je w celu utrwalenia pożą­danych skojarzeń. Kiedy już pies zatrzymuje aport, powoli odcho­dzimy cofając się i wzywając psa do siebie. Z lekcji na lekcję przedłużamy czas, w którym pies niesie przedmiot.
Następną fazą nauki jest ulokowanie koziołka tuż przed pyskiem psa na odpowiedniej wysokości i powtórzenie hasła „aport!". O ile pies nie wykona rozkazu, ujmujemy jego łeb wolną ręką i przy­suwamy do koziołka wywierając nacisk na fafle, by otworzywszy pysk ujął koziołek jak poprzednio. Gdy pies sam zbliża łeb do przedmiotu, chwalimy go i uwalniamy od przymusu. Stosując tę metodę doprowadzimy do skojarzenia: ujęcie przedmiotu powo­duje przyjemną reakcję ze strony pana, wypuszczanie lub opór — przykrość. Chociaż więc pies sam przez się nie ma zainteresowa­nia w aportowaniu, wykonuje narzuconą czynność w celu uniknię­cia przykrości. Stopniowo zwiększamy odległość między przedmio­tem a psem i wreszcie dochodzimy do możliwych rezultatów, choć nie tak dobrych i pewnych, jak przy metodzie polegającej na rozwijaniu instynktów już istniejących.
Na koniec wspomnieć należy, że stosując (bez potrzeby) wobec psa obdarzonego wrodzoną pasją metodę nauki z przymusem, moż­na w nim zdusić tę pasję; mogąc uzyskać prawie bez trudu do­skonałego aportera, osiąga się zaledwie mierne efekty przy udręce psa i przewodnika.

Polecane strony :

Copyright 2011