psy

CHODZENIE NA LINCE

  • www.4dogs.waw.pl/
  • Szczeniaka młodego w ogóle nie wolno brać na linkę. Ćwiczenie to można zacząć najwcześniej po trzech miesiącach, a i wtedy przez dłuższy czas trzeba być wyrozumiałym. Ucząc natomiast psa star­szego, można przybrać od razu ostrzejsze tempo i być bardziej wymagającym. Chodzenie na lince jest w zasadzie samo przez się czynnością dla psa przykrą, bo ogranicza jego naturalną swobodę ruchów. Dlatego też należy przy nauce położyć główny nacisk na to, by nie wyrobiło się w nim przekonanie, że wzięcie na linkę zapowiada szereg przykrości. W wyniku takiego procederu osiągnęlibyśmy tylko tyle, że pies postępowałby może poprawnie za swym panem, lecz w postawie ofiary idącej za oprawcą, albo też uciekał­by na sam widok linki. Celem naszym zaś jest, by pies szedł z pa­nem jak chętny towarzysz.
    Początkowo zaczynamy ćwiczenia z psem młodym na lince sto­sunkowo długiej. Pies, który pierwszy raz jest na lince, zachowuje się bojaźliwie lub opornie. Może wykazywać dwa stany emocjo­nalne: albo zastraszenie, manifestujące się w chęci pozostawania w tyle, a nawet kładzenia się na ziemi, albo też nadmiar tempera­mentu, przejawiający się wyrywaniem naprzód. Zależnie od tego, który stan przeważa w ogóle lub w danej chwili, stosujemy odpo­wiednie środki reakcji.
    Rzadko kiedy pies z początku nauki będzie okazywał nadmiar temperamentu — wystąpi raczej depresja psychiczna. Przede wszystkim trzeba dbać o usunięcie tej depresji, a następnie prze­konać psa, iż postępowanie po lewej ręce pana łączy się z przy­jemnością, próby zaś innego zachowania się powodują przykrości.
    Pies z reguły powinien postępować po lewej ręce. Jeśli jakieś szczególne względy przemawiają za tym, by miał chodzić po pra­wej, można go tak nauczyć, lecz już wtedy konsekwentnie i stale pilnować tylko prawej strony. Przy pierwszych ćwiczeniach, gdy pies okazuje depresję czy też bierny opór, nie wolno stosować żadnego przymusu.
    Na hasło „ze mną" lub krótko „noga" ruszamy z miejsca i sta­ramy się łagodnie pociągać psa za sobą. Normalnie pies zechce zostać w miejscu lub uciekać w bok albo w tył. Wtedy nie wolno go gwałtem ciągnąć, lecz uczynić wszystko, by usunąć jego przy­gnębienie. Przemawiamy do niego, powtarzamy nasze obrane ha­sło, stosując przy tym wszystkie zachęty od głosu, poprzez przy­jacielskie głaskanie, poklepywanie dłonią o własne udo — aż do nęcenia smakołykami. Na razie chodzi o to, by pies w ogóle szedł z nami bez obaw; formę poprawi się później, gdy depresja minie.
    Pierwsze ćwiczenia nie powinny trwać długo, bo młody pies prędko się znudzi i zniechęci. Gdy przyzwyczai się do linki i nie objawia zupełnie strachu, powoli linkę skracamy i po pewnym cza­sie zaczynamy właściwą naukę poprawnego chodzenia.
    Według zasad dawnych treserów pies miał iść za panem, tak by nos psa był na linii kolan lub łydki pana. Ostatnio żąda się coraz częściej, by pies szedł obok, tj. by prawa łopatka psa była przy le­wej nodze pana. Ta postawa jest moim zdaniem estetyczniejsza, a poza tym lepiej wpływa na psa, którego mamy stale w polu wi­dzenia. Jeśli chodzi o wyżła lub „obrońcę", jest rzeczą pożyteczną, by pan mógł go obserwować i ewentualnie korzystać z jego ostrze­żenia, gdy coś „zauważył nosem". Dlatego też kładę taki nacisk na to, by pies w czasie nauki chodzenia był uwolniony od wszystkich deprymujących wpływów i mógł w przyszłości odbierać wszelkie wrażenia ze świata zewnętrznego dysponując swobodnie swymi zmysłami.
    Pies zaś sterroryzowany, który wlecze się za swym panem jak cielę za rzeźnikiem, na pewno nie będzie spostrzegawczy. Odra­dzam także amatorowi wychowującemu normalnego młodego psa nawet dużej rasy — posługiwanie się koralami, obrożą kolczastą albo dławiącą. Przy nauce psa dorosłego i silnego, o nadmiernym temperamencie, będzie obroża kolczasta nieraz potrzebna, lecz sto­sować ją należy tylko w razie nieodzownej konieczności. W żadnym jednak wypadku nie wolno psa ciągnąć za sobą, a już najmniej na kolcach.
    Wracając jednak do nauki: pies znajduje się po naszej lewej stronie, linkę trzymamy teraz już krótko w lewej ręce, a dalszy jej koniec przytrzymujemy w prawej lub przywiązujemy u paska nad prawym biodrem. Linka przechodzi od lewej ręki do prawej przed nami. To umocowanie linki ma na celu możność uwolnienia lewej ręki bez zatrzymywania się wtedy, gdy będziemy chcieli psa pogłaskać. Zresztą dobrze jest, jeśli pies początkowo bawi się na­szą lewą dłonią, co wpływa ośmielająco i przeciwdziała zdepry­mowaniu.
    Wiemy już jak zachęcać psa przy nieśmiałym postępowaniu w tyle. Teraz zacznie się zdarzać, że pies będzie wyrywał się na­przód, w bok lub ewentualnie do tyłu. Te przejawy niepożądanej aktywności należy zdusić od razu i to przez przykrości bezpośre­dnio po nich następujące, tak jak przedtem przejawy bierności usu­waliśmy przez zachęcanie psa przyjemnościami. Przykrością taką jest przede wszystkim jednorazowe, energiczne, lecz krótkie szar­pnięcie linką. Przykrość ta ma się wyrażać nie przez trwałe cią­gnięcie psa, lecz przez wyraźnie krótkie, korygujące szarpnięcie, po czym linka powinna znów lekko zwisać między psem, a naszą lewą ręką. Dalszą przykrością jest — w razie wyrywania się psa naprzód — gwałtowny zwrot przewodnika w lewo, przy czym pies popadnie w kolizję z kolanem przewodnika. W razie wyłamywania w prawo — cios prętem wiklinowym z prawej ręki będzie bardzo skuteczny. (Nigdy nie bić lewą ręką, która powinna dla psa być zawsze skojarzona z przyjemnościami. Lewa strona i lewy nasz bok, to miejsce, do którego pies powinien zawsze wracać z zaufa­niem, poczuciem pewności i bezpieczeństwa). Nigdy też, nawet wtedy, gdy mamy z naszego punktu widzenia powód do niezado­wolenia z rzekomego, czy nawet rzeczywistego uporu psa, nie wol­no się denerwować. Wszelkie zdenerwowanie uczącego powoduje pogłębienie depresji u psa, a tym samym jego oporu. Na wyłama­nie w lewo lub w tył reagujemy również szarpnięciem, uważać jednak należy, by nie reagować w ten sam sposób na pozostawanie w tyle, co jest zwykle pierwszym przejawem depresji. Przy każdej korekturze powtarzamy nasze hasło.
    Gdy parę spacerów na lince dało wyniki zadowalające, zaczyna­my wprowadzać innowację przez zmianę szybkości kroku, przecho­dząc początkowo spokojnie, potem coraz szybciej z wolnego kroku w bieg i na odwrót. Następnie wprowadzamy zwroty, zrazu ła­godne, potem coraz ostrzejsze, aż do ostrych zwrotów w tył, i to w różnym tempie. W końcu przechodzimy wpierw blisko ściany, by pies nauczył się usuwać za nas w razie napotkanej przeszkody, a na ostatek koło drzew, by dotkliwe szarpnięcie linki zatrzymanej przez pień przekonało go, że tylko przy naszej lewej stronie jest bezpiecznie.
    Przy wszelkich ćwiczeniach na lince jest rzeczą ważną działać na psa często przyjemnościami (chwalenie, głaskanie, smakołyki), a tylko wtedy przymusem, jeżeli trzeba przytłumić nadmiar tem­peramentu. Jeżeli jednak stosujemy przymus bolesny, czynimy to raczej energicznie — oczywiście w stosunku do sił i charakteru psa. Jednorazowe, lecz rzadkie, silne reakcje przykre utrwalają właściwe skojarzenia szybciej i trwalej niż częste, a mało dotkliwe, na które pies prędko tępieje i prędko zapomina.
    W ten sposób wychowany pies będzie chodził prawidłowo i wła­ściciel uniknie drwin obserwatorów, którzy nieraz mają przed sobą psa prowadzącego pana od drzewka do drzewka, a nie pana pro­wadzącego psa.
    Zawsze przed nauką chodzenia lub spacerem na lince, trzeba dać psu okazję do załatwienia swych potrzeb. W czasie dłuższych spacerów należy psu pozwolić na parę chwil wolnego wybiegu lub przynajmniej zatrzymać się od czasu do czasu w odpowiednich miejscach. Nie należy natomiast pozwalać, by idąc przy nodze przystawał przy każdej spotkanej latarni czy kamieniu. Wreszcie wspomnieć należy, że pies na lince zawsze czuje się skrępowany i dlatego na wszelkie zbliżenie innych psów reaguje postawą bojo­wą, podczas gdy biegnąc wolno, nie obawia się tak bardzo ewen­tualnej agresji i zachowuje się spokojniej. nasza firma w odzi ofercie posiada opa drzewny - Pellet d, Brykiet i Tarcic, z czego szczeglnie polecamy pellet

    Polecane strony :

    Copyright 2011