psy

JAK POROZUMIEĆ SIĘ Z PSEM?

Chcąc wychować i wyszkolić psa na dobrego towarzysza i poży­tecznego pomocnika należy z jednej strony zrozumieć jego psy­chikę, a z drugiej strony — co jest trudniejsze — znaleźć drogę do wypowiedzenia swej woli w sposób dla niego zrozumiały. Pies posiada niewątpliwie inteligencję, która wyraża się w tym, że wy­konuje on szereg czynności, będących przejawami samodzielnego i logicznego rozumowania. Nie znaczy to jednak, by psi proces myślenia, tj. związek między skojarzeniem umysłowym a pobud­ką, która te asocjacje wywołała, miał zawsze przebieg analogiczny, jak u człowieka. Poza tym, nie kwestionując, że szereg czynności wykonuje pies na skutek rozumnego podejścia, należy pamiętać, że wiele, jeżeli nie większość tych czynności opiera się na instynkcie. Zwierzęta oswojone zachowały różne odruchy instynktowe, które u przodków ich były celowe, a które są zupełnie niepotrzebne w stanie udomowienia.
Nie chcąc rozszerzać tematu ograniczę, się do dwu przykładów, powszech­nie znanych i często cytowanych. Pies ma zwyczaj zagrzebywać mniej lub więcej dokładnie, czy to tylko symbolicznie swe odchody. W stanie dzikim porządek ten miał na celu zatarcie śladów, które by mogły ułatwić wy­krycie go przez wroga. Kładąc się do snu na podłodze pies kręci się w kół­ko przez dłuższą chwilę, zgniatając w ten sposób stepowe trawy, wśród któ­rych słał swe legowisko jego dziki przodek. Dziś, gdy pies żyje w zmienio­nych warunkach, obie te czynności są bezużyteczne, a jednak przetrwały one jako przejawy instynktu przez tysiące lat.
Prawidłowe wychowanie psa wykorzystuje wszystkie instynkty i stara się zużytkować w służbie człowieka. Tresura jest łatwa, gdy idzie zgodnie z impulsami wrodzonymi, trudna lub bezowocna, kiedy chce uzyskać wyniki z nimi sprzeczne.
Powrócę jeszcze do tego tematu w dalszej części, traktującej o poszczególnych zadaniach tresury i wychowania.
Aby zrozumieć psychikę psa pamiętać należy, że pies w odróż­nieniu np. od kota lub lisa, w stanie dzikim żył zawsze w groma­dzie, podobnie jak koń, bydło i inne zwierzęta stadne. Gromadę albo stado psów nazywamy sforą, a jedną z najważniejszych cech charakteru psa określamy instynktem sfory. Instynkt ten jest obok instynktu samozachowawczego niewątpliwie najsilniejszym bodź­cem w postępowaniu i zachowaniu się psa. Pies udomowiony, po­zbawiony swych naturalnych towarzyszy, stwarza sobie sforę za­stępczą w nowym otoczeniu. Na tym opiera się najistotniejsza dla nas psia „cnota", tj. wierność, czyli przywiązanie do pana.
Ponieważ psy pierwotne były ruchliwe i przenosiły się z miejsca na miejsce, więc też i pies dzisiejszy przywiązuje się do towarzy-sza-człowieka więcej niż do domu. Dlatego łatwo zżywa się z no­wym mieszkaniem, o ile tylko osoby jego sfory zastępczej znajdują się przy nim. Inaczej kot, który poza okresem rui, nie jest towa­rzyski i przywiązuje się głównie do swojego rewiru łowieckiego, gdzie nie toleruje towarzyszy.
W sforze psów, zarówno dzikich jak i domowych, panuje zawsze ustrój hierarchiczny. Na czele sfory stoi pies przewodnik, któremu wszystkie inne są podporządkowane. W reszcie sfory jest też usta­lony pewien porządek ważności i znaczenia. Młodzi muszą ustępo­wać przed starszymi, lecz na odwrót starszyzna zajmuje stanowisko obronne, jeżeli młodzież jest zagrożona przez obcego napastnika. Podobnie i pies przy rodzinie stara się zrozumieć hierarchię współ­towarzyszy sfory, obserwujemy więc, że bardzo prędko potrafi poznać, kto zajmuje stanowisko władcze, a kto podwładne.
Wychowawca powinien wykorzystać ten wrodzony instynkt, by z miejsca narzucić psu przekonanie, że pan jest przewodnikiem sfory, której on jest członkiem. Przy większym zespole domowni­ków widzimy, że pies wyraźnie rozróżnia to stopniowanie hierar­chiczne. Szczególnie rasy bojowe uznają chętnie tylko jednego przewodnika, pana, lecz wobec innych współtowarzyszy usiłują zajmować stanowisko istot równolub nawet nadrzędnych. Psy takie np. zaledwie tolerują służbę domową, zupełnie ignorują jej rozkazy, a nawet często próbują jej narzucić swą wolę. Przywią­zują się natomiast do mniejszych dzieci widząc w nich przynależne do sfory istoty słabe, których pilnują razem lub niejako w zastęp­stwie przewodnika.
Niezależnie od bójek, wybuchających między członkami jednej sfory w razie konfliktu o władzę, o jakiś upatrzony kąsek czy względy suki, panuje solidarność w obliczu wspólnych wrogów, w obronie wspólnie upolowanego łupu lub zagrożonych interesów sfory. Stąd wywodzi się instynkt obrony pana, jego domowników własności. Sfora nie przyjmuje do swego grona uczestników od­miennego gatunku, a ten sam gatunek musi przejść przez pewną kwarantannę poznania.
Czynnikiem decydującym o poczuciu przynależności jest zapach sfory. Ten motyw też bierze się pod uwagę przy oswajaniu nowego psa. Podobnie psy zadomowione w pewnym zespole czy zagrodzie zżywają się z nowoprzybyłym dopiero po jakimś czasie, gdy przy­bysz się „odwietrzy", tj. pozbędzie się woni obcej sfory, a przej­dzie wonią danego domostwa. Do tego czasu należy uważnie pil­nować nowoprzyjętego, by nie padł ofiarą agresji swych zazdros­nych gospodarzy. Proces zadomowienia można przyspieszyć dając psu na posłanie odzież przepojoną zapachem pana. W ten sposób oswaja się on prędzej z nową sforą, a sfora łatwiej przyjmie in­truza.
Pies, tak jak wszystkie zwierzęta, jak małe dzieci, nie posiada zdolności do abstrakcyjnego myślenia. Niezrozumiała jest dlań przeto mowa ludzka, jako taka. Pies rozumie i pamięta tylko pewną ilość wyrazów, jako dźwięki powiązane przez skojarzenie z fakta­mi, które po nich następują, względnie z czynnościami, które po nich powinien wykonać, jeżeli chce osiągnąć skutek przyjemny lub uniknąć skutków przykrych.
Psy posiadają same pewną mowę, na którą składają się zarówno dźwięki uzewnętrzniające stan psychiczny, jak ruchy, a zapewne i zapachy — zależnie od nastroju chwili. Pies może dać przeto wyraz chęci lub uczuć, które go w danym momencie opanowują. Nie może jednak „opowiadać", tak jak my to sobie wyobrażamy po ludzku.
W końcu, co jest najważniejszą przyczyną częstych niepowodzeń w tresurze — pies nie ma i nie może mieć pojęć etycznych. Normy etyczne są wynikiem abstrakcyjnych rozważań, a pomijając na­wet wszelkie badania psychologiczne, które dość dokładnie okre­ślają granicę zasięgu inteligencji poszczególnych zwierząt, zwykła, codzienna obserwacja wykazuje absurdalność przypuszczenia, by pies mógł operować takimi pojęciami jak prawda, cnota lub zdra­da i fałsz. Światopogląd psa opiera się na przyjmowaniu zjawisk świata zewnętrznego, poznawanego przez zmysły w zakresie omó­wionym w rozdziale poprzednim. Poza tym w psie drzemie cały szereg popędów instynktowych, w tej dziedzinie nie można wiele zrobić, poza celowym rozwijaniem lub stłumianiem naturalnych, wrodzonych dyspozycji.
Przez naukę natomiast kształcimy inteligencję psa starając się w umyśle jego wywołać odpowiednie asocjacje, utrwalające prze­konanie, że po odebraniu pewnych bodźców akustycznych, optycz­nych czy dotykowych (tzw. rozkazów) powinien wykonać jakąś pracę albo czegoś zaniechać, o ile chce uniknąć niemiłych skut­ków lub doznać przyjemnych wrażeń. Asocjacje te wywołujemy przy pomocy bodźców-rozkazów słownych, dotykowych lub ge­stów. Po takim bodźcu zmuszamy psa do wypełnienia jakiegoś za­dania lub zaniechania czynności niepożądanej i zależnie od tego czy pies podporządkuje się naszej woli, stosujemy mniej lub wię­cej przykre i stanowcze środki przymusu albo sprawiamy mu przyjemność.
Rozkaz jest więc tylko hasłem sygnalizującym, że po nim na­stąpią pewne zdarzenia miłe, o ile pies się zachowa w sposób na­rzucony mu przez przewodnika — nieprzyjemne, jeśli pies zachowa się inaczej. Pamiętać należy, że zamierzone skojarzenie powstanie tylko wtedy, gdy środki przymusu czy zachęty działają równo­cześnie z bodźcem rozkazem, względnie łączą się bezpośrednio z reakcją psa. Jeżeli istnieje między nimi pewna rozpiętość czaso­wa, do powstania właściwych skojarzeń nie dochodzi, albo co gorsza, dochodzi do skojarzeń wadliwych. Wadliwe zaś skojarze­nia mogą za jednym zamachem zburzyć całkowicie lub na pewien czas zaufanie psa do przewodnika. Naprawienie takich błędów wymaga zawsze wiele czasu i umiejętności, a z zasady nie udaje się temu, kto raz dopuścił do powstania niewyjaśnionych nieporo­zumień między sobą a psem. Błędy te łatwiej naprawi nowy, inte­ligentny przewodnik.
W dalszym ciągu będę używał określeń — kara lub nagroda — aby uniknąć przydługiego powtarzania tych samych opisów, lecz zaznaczam, że terminy te nie mają nic wspólnego z naszymi ludz­kimi pojęciami, w których łączą się logicznie jako następstwa winy czy zasługi. Pies nie zna norm etycznych, tym samym nie może ich przekroczyć ani być winnym według kryteriów ludzkich. Je­dyną etyką psa jest dążenie, by sobie ułożyć życie tak, jak mu nakazują jego normalne popędy i tak, aby mu było najprzyjem­niej. Wszystkie twierdzenia jakoby pies okazywał poczucie winy, skruchę lub zawstydzenie są tylko dowodem nieznajomości psy­chologii psa, gdyż imputują mu uczucia ludzkie. Nieporozumienie to wynika z błędnych wniosków, wyciąganych z zachowania się psa.
Stan faktyczny jest następujący: Pies popełnia coś, co według pojęć jego pana jest przekroczeniem obowiązujących norm etycz­nych. Z chwilą dokonania „przestępstwa" spostrzega zmianę w za­chowaniu się pana. Zmiana ta może być bardzo nieznaczna, a nawet nie zamierzona. Pies jednak jest niezwykle czułym obserwatorem i reaguje w lot na wszelkie objawy stanu psychicznego człowieka. Nauczony doświadczeniem wie, że gniewny lub oburzony wyraz twarzy jest zapowiedzią czegoś niemiłego. Przybiera więc „posta­wę skruchy", której skrajna forma wyraża się przez czołganie i wywrócenie na grzbiet z odsłonięciem brzucha i podgardla. Pan tłumaczy to sobie jako prośbę o przebaczenie i łączy z tym poczu­cie winy.
Prawdziwe przyczyny rzekomej skruchy można poznać obser­wując zachowanie się psów między sobą. Dwa psy spotkawszy się podchodzą do siebie z nieufnością i przyjmują na wszelki wypa­dek postawę bojową. Postawa ta wyraża się przez napięcie mięśni gotowych do ataku, najeżenie sierści (pies dodaje sobie w ten spo­sób instynktownie pozorów większego wzrostu), przez podchodze­nie bokiem, czym chroni się przed niespodzianym atakiem, wresz­cie przez szczerzenie zębów i warczenie. W tej postawie psy chodzą powoli naokoło siebie, mierzą swe siły, obwąchują się w celu po­znania nastroju i zamiarów przeciwnika. Jeśli partner wyda się sympatyczny, to pogotowie bojowe powoli ustępuje i zmienia się na przyjacielskie zbliżenie, zabawę lub obojętne rozejście się.
Może być jednak inaczej, psy nie poczują do siebie sympatii, uważają się za rywali, albo jeden drugiego za intruza. Wtedy, je­żeli partnerzy przypisują sobie równe .szanse, dochodzi do walki, która rozmaicie się kończy, zależnie od sił i temperamentu prze­ciwników. Bywa jednak również jeszcze inaczej. Jeden z walczą­cych, obdarzony mniej bojową naturą i słabszą budową, przeko­nawszy się, że ma do czynienia z partnerem, który przewyższa go znacznie siłą, nagle zmienia postawę. Pada na ziemię odsłaniając swe najczulsze miejsce — brzuch, albo też opuszcza kark jakby nadstawiając go do gryzienia. I wtedy, o dziwo! groźny napastnik postępuje w sposób dla laika zgoła nieoczekiwany. Widząc oznaki poddania się rezygnuje z zamierzonego ataku. Zadowala się tym, że przeciwnik uznał jego wyższość — i jeżeli to jest pies obcy, odchodzi odeń obojętnie, jeśli towarzysz sfory — uważa go za pod­porządkowanego sobie. Podporządkowanie to trwa do czasu, póki słabszy nie uzna, że zmienił się na jego korzyść stosunek sił i nie spróbuje stanąć do rozgrywki o pierwszeństwo. Wtedy dochodzi do walki i pokonany na długo respektuje autorytet zwycięzcy.
Taką właśnie „postawę pokory" lub „skruchy" zajmuje pies, w chwili gdy odczuwa, że grozi mu agresja ze strony silniejszego przewodnika sfory — pana.
Jeśli chodzi o stosunek wzajemny dwu psów, to chciałbym nad­mienić, że walce można zapobiec i psa przywołać do siebie tylko wtedy, gdy jest on bardzo blisko nas, w każdym razie bliżej niż przeciwnik. Jeśli natomiast wyłoni się nieoczekiwanie taka sy­tuacja, że w pobliżu naszego psa, który odbiegł dość daleko, pojawi się inny pies, to należy się zachować spokojnie i obojętnie. Pies bowiem, o ile nie jest już kompletnie ułożony i do pewnego stop­nia zmechanizowany, mimo naszego wołania nie przyjdzie. Przyjść on zresztą nie może, bo byłoby to wbrew odwiecznym prawom psiej natury. Pies posiada między innymi instynktami również in­stynkt gonienia łupu, tj. zwierzyny, która przed nim ucieka.
Jeśli więc nasz pies znajdzie się w polu widzenia innego psa, zwłaszcza większego lub równego wzrostem, to mimo że nęci go wezwanie pana, posłuchać go po prostu nie może. Odwracając się bowiem od przybysza i odchodząc odeń w szybkim tempie, stwa­rza on wszelkie pozory ucieczki. Uciekająca zaś zwierzyna wy­wołu je w innym psie chęć pogoni i zdobycia łupu. O. tym wszyst­kim mówi naszemu psu głosem krwi doświadczenie wielu pokoleń. Szybki powrót do pana byłby więc odstępstwem od norm postę­powania wytkniętych mu przez instynkt i niebezpieczeństwem wy­dania się na prześladowanie przez rywala, z którym nie wymienił ceremonialnego przedstawienia się na sposób psi.
Zresztą takie spotkania, czy nawet konflikty kończą się zwykle mniej groźnie aniżeli się zapowiadają — szczególnie na neutral­nym gruncie. Jeśli jednak dochodzi do walki poważnej, to obaj właściciele psów powinni wkroczyć energicznie w celu odciągnię­cia swych wychowanków. Najważniejszą rzeczą jest wtedy za­chowanie spokoju, gdyż wszelkie zdenerwowanie panów udziela się psom i podnosi jeszcze ich bojowy nastrój. Nie żądajmy więc od psa rzeczy sprzecznych z jego impulsami wrodzonymi.
Przerobienie lub stłumienie instynktów wymaga dużo pracy i cierpliwości. Zadanie takie można wykonać, lecz oprócz czasu wymaga ono od przewodnika wielkiego doświadczenia i wybitnego taktu wychowawczego. Przy tym pies, u którego brutalnie tłumio­no przejawy instynktu, stanie się wystraszonym manekinem i za­miast własnej inicjatywy wykazywać będzie tylko nabytą, efek­towną karność, a więc nie sprawi przyjemności żadnemu prawdzi­wemu przyjacielowi zwierząt.
Podobnym źródłem nieporozumień jest postawa, którą nazwać można postawą zawstydzenia. Przybiera ją pies, gdy pan zaczyna go karcić dla zasady, lecz sam nie jest poruszony gniewem, a może nawet raczej rozśmieszony i przemawia w tonie niezrozumiałym dla psa. Pies waha się i nie może odgadnąć, czy pan się gniewa i grozi karą, czy też, jak to nieraz bywało, zaprasza do zbliżenia się, a nawet zabawy. Uczucia jego oscylują między ufną przyjaź­nią a trwożną obawą, nie wie jak się w tej niejasnej sytuacji zachować i dlatego ukazuje nam „zawstydzoną twarz".
Instynkt sfory, jak już wspomniałem, stanowi tło, na którym dopiero rozwijają się wszelkie inne przejawy życia wewnętrznego psa. Pies stwarza sobie, w braku towarzyszy psich, sforę zastępczą z ludzi, czy też zwierząt domowych i stąd powstają przyjaźnie z kotem, koniem, a nawet kurą, czy papugą. Drogi, na jakich in­stynkt sfory się wyładowuje, są nieraz zupełnie nieoczekiwane.
Celem wychowawcy powinno być jak najbliższe zżycie się z psem, aby stworzyć między nim, a sobą nierozerwalny związek przyjaźni, w którym pies czułby się członkiem bezwzględnie pod­porządkowanym przewodnikowi — panu. Stanowisko przewodni­ka w stosunku do dorosłego psa, zwłaszcza z rasy bojowej, trzeba sobie nieraz dopiero wywalczyć zdecydowanym postępowaniem, a być może i siłą fizyczną.
Ta walka o władzę nie jest objawem jakiejś złej natury psa, czy niewdzięczności wobec chlebodawcy, jak to laicy zwykli mówić. Jest to zupełnie naturalny bieg wypadków, a umiejętne wycho­wanie właśnie na tym się zasadza, że po jednej lub niewielu ko­lizjach pies zrozumie, iż przewodnikiem sfory jest pan, a nie on, i wkrótce wytworzy się idealna harmonia w ramach ustalonej hierarchii.
Próby buntu nie tylko nie należy uważać za dowód iż pies jest zły, przeciwnie, właśnie z takich psów, które usiłują przeprowa­dzić swą wolę i umieją bronić miejsca w hierarchii, wyrastają najlepsi obrońcy i przyjaciele. Oczywiście nie jest rzeczą łatwą opanować psa, który przeżył szereg lat nie znając nad sobą prze­wodnika i w licznych starciach z otoczeniem nabył doświadczenia, że przed nim ustępują wszyscy, a on przed nikim.
Zdyscyplinowanie takiego psa jest zadaniem przerastającym możliwości przeciętnego, początkującego amatora. Doświadczony przewodnik opanuje go spokojem i pewnością siebie, która najmoc­niej i najskuteczniej przemawia psu do przekonania. Ujarzmie­nie psa starego, zupełnie już zmanierowanego, wchodzi w zakres prac pogromcy, do czego trzeba mieć specjalne, wrodzone zdolno­ści. Na ogół jednak nie ma takiego psa, którego naprawdę zdolny i doświadczony przewodnik nie mógłby opanować i ułożyć — chy­ba że pies jest nienormalny psychicznie, bo i to się zdarza.
Bywają też wypadki, że pies o władczej naturze staje się potulny jak owieczka w rękach osoby, która go układała, a skoro tylko przejdzie do rąk pana, który nie umie narzucić mu swego autory­tetu lub co gorsze boi się go, momentalnie wyczuje swą przewagę i będzie umiał ją wykorzystać. Pies bowiem wyczuwa z niezawod­ną intuicją, kto się go boi. Jeśli więc ktoś wie, że nie należy do odważniej szych i jest w dodatku nerwowy, niech nie trzyma psa bojowego, gdyż wkrótce nie pies jego, ale on psa będzie respekto­wał i uznawał za pana.
Trafiają się, choć niezmiernie rzadko, psy o naturze „urodzonego przywódcy". Taki pies nie podporządkuje się nikomu i w natural­nych warunkach tak długo wywalcza sobie pierwszeństwo spy­chając rywali o władzę, póki nie napotka drugiego osobnika o po­dobnym charakterze. Dochodzi wtedy do ostatecznej rozgrywki, w której żaden ze współzawodników nie uzna się za pokonanego, dopóki nie padnie. Przed bólem i siłą, nawet przeważającą nie ustąpi, może walczyć z połamanymi kośćmi i śmiertelnymi ranami. Gdyby czytelnika nieszczęśliwy los obdarzył takim wychowan­kiem, to radzę oddać go na stróża podwórzowego, w warunki, w których nie będzie nikomu zagrażał. Pies użytkowy nie wyro­śnie z nieustępliwego bojowca, gdyż podstawą wychowania jest, by pies był podporządkowany swemu przewodnikowi.
Wracając jednak do problemu kary i nagrody — należy starać się tak oddziaływać na psa, by kary spotykały go możliwie nie osobowo i by pod żadnym pozorem nie powstała asocjacja, że przy­jazne zbliżenie się do pana wywołuje przykre lub bolesne skutki. Sfera w pobliżu pana powinna być zawsze sferą zupełnej pewności bezpieczeństwa, a pan — źródłem wszelkich psychicznych i fizycz­nych przyjemności. O ile tylko można, należy wszystkie nagrody łączyć ze sobą lub z czynnością pożądaną, kary natomiast z czyn­nością niepożądaną, ukrywając związek przyczynowy między karą a sobą. Zresztą wyjaśnię to bliżej przy omawianiu samej techniki nauczania psa w dalszej części.
W jednym tylko wypadku można odstąpić od tej zasady, mia­nowicie, jeśli pies przy ewentualnej walce o władzę zaatakuje pana. Wtedy wszystkie środki użyte w stosunku do stopnia agresji i wielkości psa są dobre, o ile prowadzą do celu przekonania go że pan nie jest bezbronną ofiarą, na której można sobie do woli używać. Autorytet przewodnika jest równie ważny jak konieczność uzyskania zaufania psa. Inteligencja i takt opanowanego wycho­wawcy powinny wskazać granicę, poza którą psu nie wolno wy­kraczać. Należy odróżnić krzywdę wyrządzoną panu nieumyślnie, np. zapomnienie się w zabawie, od świadomej agresji w buncie. Różnica jest tak wyraźna, że nawet zupełny nowicjusz zorientuje się od razu w zamiarach psa. Jeśli pies odgryzie się odruchowo w razie przypadkowego nadepnięcia lub przy zbyt gwałtownej za­bawie, wystarczy skarcić go za to energicznie, lecz umiarkowanie i spokojnie. Pies bowiem doskonale zabawę rozumie, a zabawy są bardzo pożądane, bo wpływają na serdeczne obustronne zbliżenie się do siebie. Wszelkie jednak przejawy wyraźnego buntu, zdą­żającego do przejęcia przewodnictwa sfory, powinny być tłumione radykalnie. Jest to jedyna sytuacja, kiedy wychowawcy wolno stosować bicie i to energiczne, tak długo, póki pies nie podda się i nie zaniecha wszelkich objawów agresji, jak gryzienie, warczenie itp., lub co lepsze, nie przyjmie postawy pokory. Należy go przy tym dobrze osadzić smyczą lub łańcuchem, by nie mógł nie tylko napadać, lecz i uciec. W razie udanej ucieczki nabierze doświad­czenia, że w ten sposób można się ratować przed bezpośrednim atakiem, a porachunki z panem odłożyć do następnej sposobności. Trzeba przeto wywalczyć zwycięstwo aż do skruchy, skoro jednak nastąpi kapitulacja, zaniechać dalszych przykrych dla psa czyn­ności. Należy po takiej walce o przewodnictwo psa „skruszonego" krótko i spokojnie pogłaskać po łbie — oczywiście bez wszelkich objawów radości czy czułości — i odnosić się do niego zupełnie normalnie.
Pogłaskanie ma na celu zarówno uspokojenie psa po przykrej egzekucji i okazanie, że „dotrzymało się placu", jak wreszcie prze­konanie się czy pies nie będzie próbował ponownie zaatakować ręki — wtedy bowiem kontynuować trzeba karę do pożądanego skutku, tj. do poddania się. W żadnym wypadku nie może zaistnieć taka sytuacja, by pan ustąpił przed psem.
Na pocieszenie czytelnika, być może przerażonego perspektywą „walki o władzę", mogę powiedzieć, że ten, kto konsekwentnie i ro­zumnie chowa psa od młodości, nie będzie miał potrzeby z nim walczyć. Największy pies, o ile jest dobrze prowadzony, ma wobec swego pana zdecydowany kompleks niższości. Częściej raczej na­leży uważać, by nie być zbyt władczym i nie stłumić inteligencji psa przez mechaniczną tresurę. Dlatego z wyjątkiem agresji nigdy nie powinien on doznać silniejszych bezpośrednich przykrości od własnego pana.
Wzbudzenie bezwzględnego zaufania psa do przewodnika powin­no być celem całego wychowania. Zaufanie to można wyrobić szczególnie łatwo przy karmieniu psa, i to od pierwszych tygodni jego młodości. Pies z natury ma wrodzony instynkt do obrony pokarmu. Jest to zrozumiałe, jeśli pamiętać będziemy, że jego pro­toplasta polował w sforze i gromadnie spożywał wspólny łup. Łup ten był często mniejszy niż apetyty sfory i dlatego zaspokajał w pełni głód ten tylko uczestnik polowań, który umiał prędko w konkurencji współbiesiadników zdobywać sobie najponętniejsze kawałki. Obserwujemy więc do dziś dnia, że pies, w odróżnieniu od zwierząt trawożernych, czy np. kota, który sam zdobywa i spo­żywa swą zdobycz, rzuca się na pokarm chciwie i łapczywie. Szczególnie uwidoczni się to przy zjadaniu surowego mięsa, wy­zwalającego w psie odwieczny instynkt. Organizm psa trawi do­skonale mięso niedogryzione i łykane w dużych kawałach. Nie trzeba przeto potępiać tych nieestetycznych form, można je jed­nak nieco złagodzić i przytłumić.
Obserwujemy, że pies pobierający pokarm sam, bez towarzy­stwa, jada znacznie spokojniej, i dlatego, jak również ze względów higienicznych, gdy kilka psów jest w domu, należy każdego kar­mić oddzielnie, z własnej miski. Miski trzeba stawiać zawsze w tym samym miejscu, a przez to nauczyć psy, że każdy z nich będzie jadał tylko z naczynia dla niego przeznaczonego. Rozumiejąc przy­czyny, które u psa wywołują zazdrość o jedzenie, nie wolno nigdy dopuścić do powstania asocjacji, że pan jest jego konkurentem w walce o pokarm.
Niewybaczalnym błędem jest, jeśli pan lub domownicy drażnią psa w ogóle, a już zwłaszcza w czasie posiłku. Dobrze jest nato­miast, gdy pies tak przyzwyczai się do ręki pana, że ten będzie mógł bezpiecznie zabrać mu z pyska każdy nawet najsmaczniejszy kąsek. Dlatego też należy od najwcześniejszej młodości oswajać szczeniaka z tym, że pan podchodzi do niego, głaska i zabiera mu pokarm sprzed nosa. Ćwiczenia te trzeba przeprowadzać zawsze z największym spokojem i łagodnością. Ewentualne próby oporu stłumić stanowczo, lecz cierpliwie, nie przez bicie, lecz przez odsu­nięcie psa z drogi, czy od miski. Pokarm zabrany należy potrzy­mawszy chwilę oddać z powrotem równie spokojnie, aby nie po­wstało u psa wrażenie, że pan pozbawia go jedzenia.
Mając do czynienia z nowonabytym, dorosłym psem, trzeba do doświadczenia tego podchodzić ostrożnie, ale bez obaw, które za­chęcają psa do agresji. Rozumny wychowawca zawsze stara się wystrzegać wszelkich sytuacji mogących prowadzić do niepotrzeb­nego konfliktu. Nie znaczy to, by pan mial ustępować psu, lecz po prostu unika drażliwych momentów i stara się powoli i spo­kojną stanowczością narzucić się psu na przewodnika w sposób dlań niespostrzeżony.
Chcąc psa nauczyć, aby pozwalał panu bez sprzeciwu na odbie­ranie pokarmu, trzeba zastosować metodę stopniowego, łagodnego przyzwyczajania. Oczywiście psa należy przede wszystkim przez parę dni karmić do syta. Następnie, gdy chcemy przystąpić do pierwszych doświadczeń z psem wybitnie agresywnym, podajemy mu pokarm roślinny, raczej mało ponętny, nie zaprawiony mię­sem. Taki pokarm pies pożera mniej chciwie. Przewodnik pragnąc oswoić swego agresywnego pupila, podchodzi spokojnie do niego i wkłada mu do miski kawałki mięsa lub inne smakołyki. Pies przekonuje się wtedy, że ręka pana nie po to zbliża się do pokarmu, by mu go zabrać, lecz by mu go dodać. W ten sposób nabiera zau­fania do pana, co jest niezbędnym warunkiem dobrych wyników wychowawczych.
Obustronne zbliżenie da się uzyskać prędko i skutecznie, jeśli człowiek swój stosunek do psa przeniesie na płaszczyznę „wspól­nej sfory", z uwzględnieniem wszystkich naturalnych impulsów psiej psychiki. Tu należałoby nadmienić, że o ile pies nie jest zdol­ny do abstrakcyjnego myślenia, a tym samym do przestrzegania norm etycznych, to jednak w oparciu o instynkt sfory występuje pewne prawo, które stoi na pograniczu etyki — prawo solidarności ze współtowarzyszami sfory.
Można zaryzykować wyrażenie, iż pies, oprócz instynktów wro­dzonych, czy lepiej, wśród innych praw naturalnych, regulujących jego życie, podporządkowany jest prawu miłości bliźniego (z tym oczywiście zastrzeżeniem, że „bliźnim", któremu nie należy robić rzeczy niemiłych, jest dla psa tylko towarzysz sfory). Pojęcie zaś rzeczy niemiłych ogranicza się jedynie do krzywd fizycznych. Obserwujemy więc, iż pies stara się nie robić krzywdy swym współtowarzyszom sfory i wobec cierpiących zajmuje postawę od­powiadającą naszemu „współczuciu".
Twierdząc, że pies nie ma pojęć etycznych w naszym ludzkim tego słowa znaczeniu, nie chcę przez to bynajmniej odmawiać mu w ogóle przejawów życia wewnętrznego.
Jednym z dalszych dowodów swoistego życia wewnętrznego psa jest zjawisko często obserwowane, iż psi sen połączony jest z sen­nymi wizjami. Sny te zaś nie są niczym innym, jak przejawem nierealnych przeżyć, istniejących tylko w dziedzinie wyobraźni. Pies śniąc przeżywa zdarzenia wywołujące radość, gniew lub strach i podświadomie odpowiednio reaguje. Trzeba jeszcze dodać, że psia natura wymaga snu bardzo dużo — i dlatego też pies każdą wolną chwilę spędza śpiąc. Sen jego jest bardzo lekki, tym tłuma­czy się potrzebę częstego spania.
U człowieka sen głęboki, choć krótki, jest bardziej krzepiący niż drzemka, w czasie której nie traci kontaktu ze światem ze­wnętrznym. Pies natomiast rzadko śpi snem głębokim. Trafia się to tylko po niezwykle silnym zmęczeniu fizycznym. Lekki i czujny sen jest również spadkiem po dzikich przodkach, żyjących w cią­głym pogotowiu bojowym. Cechę tę starał się człowiek utrzymać eliminując w hodowli psy obdarzone snem głębokim, a tym samym nie czujne.
Poprzednio wspomniałem, o stosowaniu kar i nagród, jako ha­mulców i pobudek, które mają powodować pożądane asocjacje w umyśle psa. Teraz chciałbym tylko nadmienić pokrótce, jakiego rodzaju mają być te kary i nagrody. Karą są wszystkie rzeczy przykre i deprymujące: karcący głos, pozbawienie towarzystwa pana, przymus fizyczny i w końcu zadanie bólu. Nagrodą są wszy­stkie rzeczy przyjemne: zachęcające przemawianie, miłe wrażenie dotykowe (głaskanie, przyjazne poklepywanie), zabawa i wreszcie smaczne jedzenie.
Stosowanie tych środków omawiam dokładniej w dalszej części poświęconej ćwiczeniom wychowawczym. Przy końcu części ogól­nej pozostałaby jeszcze do roztrząśnięcia ostatnia kwestia: sklep z akcesoriami dla psa i kota http://www.dogplus.eu/pl/

Polecane strony :

Copyright 2011