psy

PEKIŃCZYK

Rasa ta niewątpliwie pochodzi z tego samego pnia, co i japoń­czyk. Jest ona też bardzo stara, bowiem od wieków hodowana była na dworze cesarzy chińskich jako wyłączny przywilej rodziny ce­sarskiej, tak że ani w Chinach ani tym bardziej poza Chinami nie można było ich nabyć. Ekskluzywność ta była tak skrajna, że nikt nie mógł ich otrzymać od dworu cesarskiego, mimo że od wieków wszędzie było w zwyczaju, iż władcy posyłali sobie w darze konie, psy czy sokoły. Podobne pieski ponoć hodowano również w kla­sztorach buddyjskich w Tybecie. O ile krótkogłowe karły azja­tyckie już przed wiekami infiltrowały do Europy, o tyle pekiń­skiego pieska pałacowego nikt nie widział do czasu zdobycia przez wojska angielskie pałacu cesarskiego. Na szczęście dla tej rasy wśród plądrujących pałac letni w Pekinie wojsk francusko-angiel­skich pełnił służbę kapitan marynarki królewsko-brytyjskiej lord John Hay, który jak większość Anglików interesował się psami i zaopiekował się pięcioma pieskami, które znaleziono w pałacu. Pieski te przewiezione do Anglii stały się początkiem hodowli tej rasy w Anglii, a stąd rozpowszechniły się na kontynent. Dopiero u schyłku ubiegłego wieku udało się znów angielskim miłośnikom tej rasy, którzy obawiali się skutków ścisłego chowu już nie tylko wsobnego, lecz wprost kazirodczego, przy pomocy przekupstwa wy­dostać z pałacu cesarskiego kilka (zdaje się 5) dalszych okazów. Przyczyniły się one do dalszego rozwoju tej rasy wśród stale wzra­stającego grona jej miłośników. Zamiłowanie do tych piesków przeniosło się na kontynent i żadna rasa chyba nie zrobiła tak prę­dko zawrotnej kariery.
Na przykładzie tej rasy widać, że nawet bardzo ścisły chów w pokrewieństwie nie powoduje ujemnych skutków, o ile tylko hodowcy stosują właściwy dobór egzemplarzy rozpłodowych. Pe­kińczyki bowiem, mimo że są typowymi salonowcami, o ile tylko są rozsądnie chowane, wcale nie są delikatne, a przeciwnie są one może odporniejsze na choroby niż inne rasy karłowate.
Pamiętać należy, że są one długowłose z natury i futerko ich zyskuje, gdy pies żyje raczej w chłodzie niż w zbytnim cieple. Każdy pies, a więc tak samo i pekińczyk wymaga dla zdrowia ru­chu na świeżym powietrzu. Również i zimą na mrozie i śniegu należy mu się wybieg — co najwyżej przed błotem można go chro­nić. Co prawda zdrowemu i zahartowanemu psu i deszcz lub błoto nie powinny zaszkodzić, lecz wygląd jego na tym nie zyska ani też csystość naszego mieszkania. Szczególnie hodowcy powinni dbać o to, by pieski ich miały dużo ruchu — nic szkodliwszego dla psa, a śmieszniejszego dla obserwatora niż obnoszenie pieska bez po­trzeby na rękach.
Przy hodowli należy zwrócić uwagę na to, iż psy te poza tym zdrowe i odporne mają skłonności do chorób oczu, co przez odpo­wiednią selekcję powinno się starać wyeliminować. Pekińczyk, mimo że jest pieskiem salonowym, lub jeśli kto woli nawet pała­cowym, winien być traktowany jak pies, a nie jak zabawka. Wtedy też będzie i jemu lepiej i więcej będzie się miało z niego korzyści, a mniej kłopotu. Zresztą, jeśli chodzi o jego charakter, to przy właściwym prowadzeniu jest naprawdę idealnym towarzyszem w mieszkaniu.
Wierny, z natury nieufny do obcych, w miarę czujny, nie ma­jący w zasadzie skłonności do wrzaskliwych napadów histerycznej złości, częstszych raczej u japończyka, o wrodzonym zamiłowaniu do czystości, jednoczy w sobie wszystkie zalety małego pieska, za­bawki i stróża w jednej osobie.
Nabywając pekińczyka pamiętać należy o tym, że psem rasowym w rozumieniu kynologicznym, jest tylko taki, który ma obustronny rodowód, a u psów tak bardzo hodowanych w czystości rasy wymóg dbałości o pewność pochodzenia powinien być szczególnie surowo przestrzegany.
Ponieważ klan miłośników czy raczej miłośniczek pekińczyka i w Polsce jest dość liczny poświęciłem mu więcej miejsca, a sądzę, że nie nadużyję cierpliwości czytelników, gdy podam w polskim przekładzie wziętym z arty­kułu Z. Vostrakowej — przedwojennej hodowczyni pekińczyków — zamie­szczonego w nr 2/1939 „Mego Psa" rysopis tych piesków według cesarzowej chińskiej Tzu-Hi.
„Niech piesek — lew będzie mały, niech ma rozwiewający się kołnierz wkoło szyi na znak godności. Niech rozpuści falisty sztandar wspaniałości na grzbiecie. Niech twarz jego będzie czarna, niech pierś jego będzie kosma­ta, niech front jego będzie prosty i niski, podobny do czoła prawego, zgod­nego boksera. Niech oczy jego będą wielkie i błyszczące, niech uszy jego będą podobne do żagli wojennej dżonki, niech nos jego będzie jak u boga małp u Hindusów. Niech przednie jego nogi będą zgięte, aby nie miał chęci odchodzić daleko albo porzucić granice cesarstwa. Niech jego postać będzie podobna do lwa polującego i rzucającego się na swą ofiarę. Niech łapki jego będą podbite obfitym włosem, aby tłumiły kroki jego, niech futerko jego rywalizuje we wspaniałości z miotełką z tybetańskiego jakka, którą wachluje się namiot cesarski, by odstraszyć fruwające owady.
Niech będzie żywy, aby uprzyjemniał rozmowę swymi skokami, niech bę­dzie bojaźliwy, aby nie narażał się na niebezpieczeństwo, niech będzie to­warzyski, aby żył w przyjaźni z innymi zwierzętami, rybami albo ptakami, które znajdują przytułek w pałacu cesarskim.
A co do koloru — niech będzie jak lew złocisto-piaskowy, aby był noszony w rękawie żółtej sukni, albo jak czerwony niedźwiedź, albo czarny lub biały niedźwiedź, albo w pasy jak smok, tak aby był dopasowany do każdego stroju cesarskiej garderoby. Niech czci przodków swych i składa zawsze ofiary na Psim Cmentarzu w Zakazanym Mieście podczas nowiu księżyca. Niech się zachowuje z godnością. Niech się nauczy gryźć natychmiast obcych diabłów. Niech będzie delikatny w jedzeniu, aby znać było po jego wy-bredności, że to jest piesek cesarski.
Płetwami rekina, wątróbkami kulika, piersiami przepiórki niech będzie karmiony, a do picia dawajcie mu „herbatę" z warzonych wiosennych pędów karłowatego krzaka, który rośnie w Hanków — albo mleko antylop, które się pasą w parkach cesarskich. W ten sposób zachowa on czystość i godność osobistą. A w dniu choroby niech będzie namaszczony oczyszczonym tłu­szczem z łap świętego lamparta — i daj mu do picia w skorupce jaja dro-zdowego sok z jabłka indyjskiego, w którym były rozpuszczone trzy drobno pokrajane kawałki rogu nosorożca i przyłóż do niego pstre pijawki. Tak on ma spoczywać, ale jeśli umrze, pamiętaj, że i ty jesteś śmiertelny".
Nie jest to oczywiście wzorzec w europejskim rozumieniu i dla­tego podaję powszechnie obowiązujący wzorzec angielski.
WZORZEC Głowa. Masywna, płaska, szeroka między uszami i oczami, kra­wędź czołowa głęboka, wcięta.
Pysk. Bardzo krótki, szeroki i pomarszczony, ale nie obwisły ani szpiczasty.
Nos. Czarny, szeroki, bardzo krótki i płaski. Oczy. Ciemne, wypukłe, lśniące.
Uszy. Kształtu sercowatego, nie za wysoko osadzone, zwisa­jące, nie sięgające poza pyszczek, pokryte długimi frędzlami.
Tułów. Z frontu ciężki, nie za długi. Klatka piersiowa szeroka, zwężająca się ku tyłowi, przypomina wyglądem lwa.
Ogon. Zakręcony, noszony wysoko na lędźwiach, zdobny w dłu­gie obfite pióra.
Kończyny przednie. Ciężkie, wygięte na zewnątrz w łokciach, przez co chód jest charakterystyczny, toczący.
Kończyny tylne. Lżejsze od przednich, lecz mocne i kształtne.
Stopy. Płaskie, nie okrągłe, powinny stać na palcach, a nie na piętach.
Chód. Swobodny, pewny i wysoki, krzyżowanie lub wyrzucanie nóg na boki nie wpływa na ocenę. Słabe wiązania stawów uznane za wadę (dzięki odstającym łokciom chód jest charakterystyczny — toczący).
Szata. Włos długi, z gęstym podszyciem, prosty i płaski, nie loko-waty ani falisty, raczej twardy niż miękki, pióra na udach, ogonie i stopach bardzo długie i obfite. Grzywa na szyi obfita, rozciąga się poza łopatki, tworząc kryzę.
Maść. Wszelka dopuszczalna, czerwona, płowa, czarna i podpa­lana, piaskowa, morengowana, biała i łaciata. Czarna maska i oku­lary oraz brwi pożądane.
Wzrost. Karli, a więc im mniejszy tym lepszy, jednak z zacho­waniem wymaganego typu.
Waga. Nie może przekraczać 7,5 kg. Jeśli się dzieli na klasy według wagi, to granicą podziału powinno być 4,5 kg.

Polecane strony :

Copyright 2011