psy

PIES POLOWY

Zasadnicza praca wyżła, tj. „wystawianie" lub inaczej „stójka", jest właściwie sprzeczna z naturalnym instynktem, który popycha psa do pościgu i chwytania zwierzyny.
Pomijając drogi, na których hodowla doszła do tego rezultatu, stwierdzić należy, że wszystkie dzisiejsze wyżły, zarówno angiel­skie polowe jak i kontynentalne, mają wrodzoną zdolność do wy­stawiania zwierzyny. Dalszym celem hodowli powinna być selek­cja osobników wykazujących najczulszy węch oraz najlepsze ta­lenty wyżła. Celem zaś wychowania i szkolenia powinno być udo­skonalanie wrodzonych instynktów i skierowanie naturalnych po­pędów na tory pożądane przez myśliwych.
Naukę w polu zaczynamy z psem, który wykazuje co najmniej zadowalające postępy w warowaniu na odpowiedni sygnał i prze­szedł już podstawowe wyszkolenie w karności. Oba te ćwiczenia utrwalać będziemy w czasie nauki, jednakże z umiarkowaniem, aby nie stłumić u wyżła jego najważniejszej zalety, którą jest ocho­cze i swobodne przeszukiwanie pola. O ile pies ma być wszech­stronny, czego oczekujemy od wszystkich wyżłów kontynental­nych, należy go przed przystąpieniem do ćwiczeń polowych pod­szkolić w aporcie i rewirowaniu. Jeśli zwolnimy wyżła od obo­wiązku aportowania dodając mu do pomocy aportera, modyfiku­jemy naukę w ten sposób, że na sygnał rewirowania, odmienny od innych (patrz rozdz. „Rewirowanie" — str. 125), sami biegniemy naprzód w zakosy, na zmianę w prawo i w lewo, w miarę postępów psa skracając naszą własną drogę, którą później tylko markujemy krokami — aż wreszcie wystarczy samo skinienie.
Trzeba powiedzieć na pochwałę wyżła angielskiego, a w szcze­gólności pointera, że ma on niejako we krwi pracę polową i wła­ściwy styl szukania, tak że rola przodownika ograniczać się może, a nawet powinna do dostarczenia mu możliwie częstej praktyki i poprawiania ewentualnych błędów, z tym zastrzeżeniem, że ner­wowe wyżły angielskie nie znoszą stosowania ostrego przymusu. W ogóle pamiętać należy, że o ile łatwo jest brutalnym postępowa­niem zgasić wrodzoną pasję psa, to niezmiernie trudno jest pobudzić nieistniejący lub zgaszony temperament. Im wrażliwszy pies, tym bardziej powinien być opanowany przewodnik, by niewłaści­wym zachowaniem się nie zahamować naturalnych, a dla myśliwe­go potrzebnych, instynktów psa.
Naukę zaczyna się przed sezonem polowań — przy miotach je­siennych już z wiosną — w tym celu, by w czasie sezonu łowiec­kiego móc użyć psa w praktyce. Chodzi też o to, aby go jak naj­wcześniej zapoznać z zakresem przyszłych czynności i uzyskać mo­żliwie najlepsze zgranie z panem i na odwrót. Wreszcie i to jest ważne, by myśliwy nie był zaabsorbowany samym polowaniem i mógł całą uwagę poświęcić wychowaniu psa.
Chcąc psa dobrze wyszkolić należy polowanie uważać za pomoc w nauce, a nie za cel sam przez się. Nie trzeba zapominać, że prze­wodnik układający wyżła powinien być dobrym myśliwym, przede wszystkim wolnym od gorączki strzału, powinien też w każdej sytuacji wykazać opanowanie siebie samego, aby przejawy jego nerwowości nie działały na psa, który jest niezmiernie czułym odbiorcą stanów psychicznych człowieka.
Dobre wyniki można osiągnąć tylko w łowisku na tyle obsadzo­nym zwierzyną, żeby pies mógł ją rzeczywiście często znajdować nie zniechęcając się długim a bezowocnym szukaniem. Szczególnie w początkach nauki należy wybierać dni i pory dnia, gdy kury dobrze leżą. Zaczynamy naukę przed otwarciem sezonu łowiec­kiego, także i dlatego, że kury wyrośnięte i ostrzelane zrywają się bardzo wcześnie, nim młody pies w ogóle dojdzie do stójki.
Wstępne ćwiczenia. Do wstępnych ćwiczeń wyszukujemy teren pozbawiony wyższych zarośli, abyśmy mieli możność stałego ob­serwowania psa. Nie nadają się do tego duże pola okopowizn da­jące okazję kurom do dalekiego wyciekania bruzdą. Najlepsze są pola średnie lub szereg drobnych poletek gromadzkich, gdzie bruz­dy przebiegają prostopadle do panującego w chwili ćwiczeń wia­tru. Ćwicząc na znanym sobie łowisku przodownik będzie wiedział, w której części rewiru znajdzie w danym dniu sprzyjające wa­runki. Na terenach obcych zasięgnie rad u miejscowego personelu łowieckiego lub innych osób dobrze znających okolicę.
Do upatrzonego łowiska podchodzimy pod wiatr i zaczynając od środka kraju pola wysyłamy wyżła „naprzód! — szukaj!" w prawo lub w lewo, a więc tak, by pies miał wiatr mniej więcej boczny i biegł mniej więcej równolegle do ewentualnych bruzd. Gdy pole jest niezbyt szerokie, pozwalamy psu przebiec je do bocznej grani­cy, przy czym sygnałem „rewir!" zwracamy go w odwrotnym kie­runku, tak by pies okładał pole linią zygzowatą. Przy szerszych za­gonach dzielimy teren w ten sposób, że pies przebiegając w prawo i lewo 60—100 kroków od pana może przeszukać pole w dwu lub więcej nawrotach. Należy unikać zbytniego hamowania psa i ze­zwolić mu raczej na większą swobodę ruchu i stylowy galop, niż doprowadzić do plątania się pod nogami myśliwego z częstym trwożnym oglądaniem się czy też pan go nie odwoła.
Wcześniej czy później wyżeł zwietrzy kury i zamarkuje to stój­ką. Wtedy należy zawołać „waruj!" i spokojnie podejść z boku. Co prawda od wyżła żądać będziemy później „wystawiania", czyli „stójki", a nie warowania, ale w pierwszym sezonie — a u wyjąt­kowo pojętnych i karnych wyżłów przynajmniej w pierwszych tygodniach — należy bezwzględnie żądać warowania. W ten spo­sób utrzyma się wyżła w ręce i uniknie się wypłaszania przez niego zwierzyny.
Jeżeli pies nie posłucha rozkazu „waruj" i pogoni zrywające się kury lub pomykającego zająca — w myśl wskazówek z rozdz. „Karność" (str. 90), nie okazujemy żadnego niezadowolenia. Po­czekawszy aż pies zrezygnuje z pościgu witamy go spokojnie po powrocie i przerywamy ćwiczenia polowe, by następnie przez parę dni przerobić energicznie naukę warowania w terenie pozbawio­nym zwierzyny.
Po prostu okazało się, że dźwięk „waruj" nie utrwalił dotychczas należycie odruchu natychmiastowego warowania i brak ten należy dodatkowo uzupełnić.
O ile pies ma w przyszłości służyć wyłącznie na ptactwo, to można go oduczyć gonienia zajęcy stosując ostrzejsze środki (patrz rozdz. „Odzwyczajanie od narowów" — str. 157) także w czasie nauki w polu. Wtedy powstanie skojarzenie, że pogoń taka jest bardzo przykra — a o to w danym razie chodzi.
Gdyby jednak wyżeł miał być psem wszechstronnym i myśliwy zamierzał tym samym żądać od niego wytrwałego gonienia i apor­towania postrzelonych zajęcy, nie można w jego umyśle wywoły­wać skojarzeń woni czy widoku zająca z bólem. W interesie zwie-rzostanu należałoby zresztą, by polowanie na zające ograniczyć do nagonek, po których obszukiwałoby się teren z płochaczem lub aporterem.
Jeśli chcemy polować tylko na ptactwo używając do aportu aportera, można zaprawiać wyżła do bardziej stylowej pracy, gdyz uwaga jego nie będzie w niczym absorbowana przez zwierzynę włochatą.
Do psa wystawiającego lub warującego przed zwierzyną pod­chodzimy spokojnie z boku, a nie z tyłu, gdyż to mogłoby go za­chęcić do posunięcia się naprzód. Następnie ruszamy sami zwie­rzynę pilnując, by pies zatrzymał się w pozycji „waruj!". Jeżeli pies zachował się należycie, chwalimy go i idziemy dalej, wydając hasło „naprzód!".
Gdy pies wystawia lub markuje skowronka, jeża lub inną nie-łowną zwierzynę, karcimy go głosem i odwołujemy do siebie, po czym odsyłamy do dalszego rewirowania. Zresztą pies później prędko przestanie się interesować zwierzyną dla nas obojętną. Po dalszych ćwiczeniach, przez szereg dni powtarzanych, strzelamy od czasu do czasu pustymi nabojami. Pies warujący powinien zacho­wać swą pozycję, a rewirujący na odgłos strzału warować auto­matycznie.
Jeśli pies nie reaguje momentalnie na strzał, powtarzamy ćwi­czenie warowania w ten sposób, że pomocnik strzela, a przewod­nik postępujący tuż za psem, powtarza równocześnie hasło „waruj" i zarazem zadaje psu cios zmuszając go do warowania. Ćwiczenie to jest bardzo ważne, bowiem zapobiega wadliwemu skojarzeniu odgłosu strzału z hasłem natychmiastowego aportowania po­strzałka.
Po przerobieniu powyższego programu — z chwilą gdy sezon łowiecki się zaczął, przechodzimy do pierwszych ćwiczeń praktycz­nych. Ponieważ celem jest na razie nauka psa, a nie polowanie, przewodnik sam strzela jak najmniej, tylko zamawia pomocnika. Pomocnik powinien dobrze strzelać, i to wyłącznie na zarządzenie przewodnika psa. Rola jego ogranicza się do pomocy w edukacji wyżła, przeto celem jego też nie może być samo polowanie. Najle­piej dobrać go z personelu łowieckiego, gdyż trudno stawiać takie wymagania zaproszonemu gościowi, chyba że się go o tym wy­raźnie z góry uprzedzi ofiarowując mu w zamian podobną przy­sługę. W czasie nauki nie wolno prowadzić w tym samym polu drugiego psa, choćby najlepiej ułożonego, a tym mniej szkolić dwa psy równocześnie.
Kiedy pies waruje przed zwierzyną, przewodnik lub co lepiej pomocnik strzela kurę ruszoną przez przewodnika lub pomocnika. Przewodnik pilnuje, by pies pozostał w pozycji warowania. Pierw­sze strzały powinny być bezwzględnie pewne, aby uniknąć po­strzałków. Odczekawszy chwilkę po strzale przewodnik zwalnia wyżła wszechstronnego z warowania hasłem „aport!" i wskazuje kierunek, w którym kura spadła. Polując z psem nieaportującym podnosi sam postrzałka względnie posyła po niego pomocnika czy też aportera, następnie dopiero puszcza wyżła na dalsze poszuki­wania kur w sposób wyżej opisany.
Od czasu do czasu, dla podkreślenia, że strzał sam przez się nie jest jeszcze hasłem do aportowania, strzelamy z pustych łusek lub podnosimy kury sami, nie posyłając psa po nie. Poprzednio kła­dłem nacisk na to, by w pierwszych dniach nauki ze strzelaniem wszystkie strzały były czyste, bez postrzałków kur zbarczonych. W dalszych lekcjach można już zaryzykować mniej pewne strzały. Postrzałki wyciekające na nogach wykorzystujemy do nauki pra­cowania na śladzie. W tym celu psa warującego przywołujemy do siebie, bierzemy za otok, prowadzimy na miejsce, gdzie kura spa­dła i dajemy hasło „szukaj, gdzie zguba?", po czym postępujemy jak w rozdz. „Psy myśliwskie" — str. 143.
Starać się należy spokojnym zachowaniem i przemawianiem od­działywać uspokajająco na psa, wstrzymywać się od korygowania domniemanych jego błędów, a raczej zaufać psiemu węchowi niż swoim niedokładnym obserwacjom. Dopiero jeśli kura znajdzie się w naszym polu widzenia, zwalniamy psa z otoku powtarzając ha­sło „szukaj, gdzie zguba? aport!" bez wskazywania ruchem lub słowem postrzałka, którego pies może jeszcze nie spostrzegł. Pies powinien szukać nosem, a nie wzrokiem. Przy pierwszych lekcjach trzeba dbać o ile możności o to, by w pobliżu spadłej kury nie było innej zwierzyny, która by mogła przeszkodzić psu w szukaniu. Dlatego też najlepiej jest strzelać pojedyncze sztuki odbite od sta­da. Szukanie bowiem wśród krzyżujących się śladów całego stada kur utrudnia wybitnie pracę. Zresztą pies przedtem już powinien być przygotowany do szukania zguby na sztucznym tiopie (patrz też rozdz. „Psy myśliwskie" — str. 143).
Starszy, doświadczony pies doskonale odróżnia trop zwierzyny rannej od zdrowej i nie zaprzestaje ścigania postrzałka nawet na widok uciekającej zdrowej zwierzyny. Dlatego więc pogonie za zającem, choć może irytujące dla właściciela, nie są zbyt szkodliwe, gdyż pies przekona się w końcu o ich bezcelowości, a zachowa pasję do zwierzyny rannej.
W ten sposób wyczerpałem w ogólnych zarysach naukę psa w pierwszym polu.
Drugie pole. W drugim polu, gdy pies ma poza sobą praktykę jednego sezonu polowań, nie żądamy już, by warował przed zwie­rzyną, lecz w chwili wystawiania podchodzimy doń z boku i sta­ramy się utrzymać go jak najdłużej w stójce, po czym sami ru­szamy zwierzynę. Można też zrezygnować z rozkazu warowania na strzał, o ile pies stoi dalej w miejscu nie porywając się za ru­szoną lub strzeloną zwierzyną. W razie niepokoju psa, osadzamy go hasłem „waruj!".
Jeżeli kury wyciekają bruzdą, pies powinien wolno ciągnąć za nimi, co uzyskujemy postępując obok psa i temperując go nowym hasłem „wooolno" (hasło „naprzód" było zachętą do szybkiego wybiegania).
Już w pierwszym polu można czasem (byle nie zbyt często) od­wołać psa wystawiającego lub warującego przed zwierzyną, bez ruszania jej i strzelania. Nie należy tego stosować na początku, by nie stworzyć u psa skojarzenia, że się go odwołuje od zwierzyny. W drugim polu, gdy pies już po kilku co najmniej dniach ćwiczeń przypomniał sobie zeszłoroczną naukę i znów jest w formie, można przejść do nauczania dalszych finezji pracy polowej.
Gdy pies ciągnie za kurami wyciekającymi wzdłuż bruzdy, odwołu jemy go spokojnie i cofając się trochę obchodzimy kury łu­kiem, o ile możności pod wiatr, wysyłając wyżła ponownie naprzód. W ten sposób osaczone kury napotkają znów swego prze­śladowcę, tym razem przed sobą. Po częstszym powtarzaniu tego manewru, pojętny wyżeł sam nabierze doświadczenia, że cieknące kury można osadzić przez zabiegnięcie im drogi. Niektóre psy uczą się tego bardzo prędko, inne po dłuższym czasie, inne wreszcie nigdy tej sztuki nie opanują.
Powyższy program rozłożyłem na dwa sezony, uwzględniając przeciętne psy i przeciętnych przewodników w średnim łowisku. Mając wyżła wybitnie zdolnego, z dobrego gniazda, dysponując łowiskiem bardzo dobrze osadzonym zwierzyną i poświęcając wiele czasu na trenowanie psa, można przy odpowiednim talencie nau­czyciela i ucznia przejść cały ten program w ciągu jednego roku; o    ile z wiosną zaczęto metodyczną naukę, można już z końcem se­zonu rozpocząć polowanie z doskonale ułożonym psem. Konieczną jednak rzeczą jest dostarczyć psu jak najwięcej okazji do prak­tycznego wykonywania zadań łowieckich, gdyż najlepiej nawet przeszkolony pies traci swe zalety, jeżeli zależy pole.

Polecane strony :

Copyright 2011