psy

PŁOCHACZ

Od wyżła polowego wymaga się właściwie rzeczy sprzecznych z naturą. Żąda się bowiem, by „wystawiał zwierzynę", tj. zatrzy­mywał się w postawie pogotowia, i nie wykonywał ataku. Inaczej u płochacza. Tu praca opiera się na naturalnym instynkcie — wy­szukiwania jej dla polującego równocześnie współtowarzysza sfory.
Buszowanie polega na tym, że pies w zasięgu strzału, a więc blisko przed myśliwym, przeszukuje zarośla lub kartofliska i wy­płasza zwierzynę goniąc za nią na krótki dystans. Jeśli do buszo­wania używamy legawca typu wszechstronnego, to będzie on i    w zaroślach wystawiał. Można wtedy, podobnie jak w polu, same­mu wypłoszyć zwierzynę — lub też przez sygnał „rusz" nakłonić psa do płoszenia. Ćwiczenie to z wyżłem należy przeprowadzać dopiero w drugim lub trzecim polu, gdy pies już opanował całko­wicie pracę polową. W każdym razie w y ż e ł nie powinien „ru­szać" bez rozkazu wydanego przez pana.
Płochacze właściwie z reguły nie wystawiają. Jeśli jednak trafi się płochacz, który „markuje" zwierzynę krótką stójką, należy go chwalić za to i zachęcać, by spokojnie „dostał", a po chwili dopiero dawać hasło „rusz!". Normalnie wpływ przewodnika ogranicza się do tego, by utrzymać psa „w ręce", tzn. by nie pozwolić mu na zbyt dalekie — poza zasięg strzału — szukanie i ściganie zwie­rzyny, oraz by go przyzwyczaić do warowania w każdym miejscu na rozkaz lub strzał.
Zadanie to jest tak zgodne z charakterem psa, że każdy pies użyty jako płochacz (spaniel, jamnik lub większość terrierów) poj­muje je w lot. Trzeba tylko, aby miał okazję do częstej praktyki w rewirze, gdzie znajduje się dostateczna ilość zwierzyny, a tym samym zdobył pewność, że wynikiem szukania jest znalezienie i uzyskanie wspólnego łupu.
Po strzale pies powinien warować lub co najmniej zatrzymać się, albo wrócić do pana (zależnie czego odeń stale będziemy wymagali) i na rozkaz — lecz nie wcześniej — przynieść postrzałka (ewen­tualnie po wypracowaniu śladu). Płochacz powinien posługiwać się dolnym wiatrem i nie pracować zbyt prędko. Nie znaczy to jednak, by miał „myszkować" w każdej bruździe wywąchując wszystkie stare ślady czy opuszczone legowiska. Pies, który ma dobry nos, wkrótce nauczy się odróżniać stare ślady od rzeczywi­ście obecnej zwierzyny.
Przy buszowaniu pies powinien pracować zasadniczo cicho, lecz jest dopuszczalne, a w podszyciu nawet pożądane, by na widok przez niego ruszonej zwierzyny „dał głos". Nie wolno jednak dopuścić do tego, by gonił zwierzynę głosem, jak ogar w długiej pogoni. Buszówka z płochaczem jest typem polowania, które prze­ciętnemu myśliwemu daje najwięcej zadowolenia, gdyż może się odbywać w każdym terenie i o każdej porze, z psem nie wymaga­jącym tak precyzyjnego układania jak legawiec.
Spaniel ze swymi walorami przemiłego towarzysza mieszkania i dobrego psa myśliwskiego, mający średni wzrost, będący z tego powodu wygodnym w podróży koleją, autem czy bryczką, powinien zdobyć sobie znacznie więk­szą popularność wśród myśliwych, szczególnie niezawodowych.
Znam zagranicznych doskonałych hodowców, którzy używają pointerów tylko do polowań na kury, a spaniela trzymają jako uniwersalnego towa­rzysza łowów na codzień i na wszelką zwierzynę. Oczywiście trzeba spanie­lowi (jak zresztą każdemu psu użytkowemu) dać sposobność do częstych ćwiczeń. Trudno bowiem wymagać od psa, który całe życie spędza w mieście, by zabrany parę razy na rok w teren łowiecki wykazywał wybitną spraw­ność i konkurował z psami przebywającymi stale w łowisku.
Szperanie w zasadzie opiera się na podłożu tych samych natu­ralnych instynktów co buszowanie, z tą różnicą, że gdy przy buszo­waniu pan współpracuje z psem i kieruje nim — to przy szpera­niu zostawia psu prawie zupełną swobodę i oczekuje samodziel­nej pracy. Szperania wymaga się od psa pośród zarośli i chaszczy, do których myśliwy bądź to w ogóle nie może wejść, bądź też nie dochodzi do strzału z powodu nieprzejrzystości terenu. W takie mioty posyła się psa, aby ukrytą tam zwierzynę starannie wyszu­kał i oszczekując pędził ją myśliwemu na strzał. Można żądać, by pies na różne sposoby szperał. Nie można jednak równocześnie uczyć go tych różnych sposobów, tylko zdecydować, który z nich należy sobie i swemu psu przyswoić.
Opiszę najpierw sposób zwany „naganianiem przyduktowym". Pies wchodzi w gąszcz i szpera w nim postępując równolegle z my­śliwym, który kroczy wzdłuż duktu. Przy pierwszych ćwiczeniach wybieramy drago winę lub młodnik, na tyle przejrzysty, by móc kontrolować pracę psa. Początkowo pies często powraca, lecz wtedy zawsze należy go odsyłać do lasu zachęcając „naprzód, szukaj". Jeżeli uda mu się wypłoszyć zwierzynę na strzał myśliwego, to wkrótce zorientuje się w zasadach tego polowania.
Jak wszystkie zwierzęta polujące gromadnie, pies posiada wro­dzoną skłonność dążenia do wspólnego łupu. Trzeba mu więc po­móc do ustalenia świadomości, że przy pewnym jego zachowaniu się łup ten zdobywa — przy innym zaś — nie.
W przeszukiwanym gąszczu posuwa się jeden lub kilku naga­niaczy, pomocników, którzy przeciskając się cicho i spokojnie przez zarośla ruszają zwierzynę w kierunku psa szperacza. Pies zaczyna ją gonić i oszczekiwać. Jeżeliby pogoń skierowała się na nagonkę, to naganiacze przy użyciu długiego bata czy procy odpędzają psa nie pozwalając mu na oddalanie się od duktu, ani przechodzenie na drugą stronę. Jeżeli pogoń odbywa się w kierunku myśliwego, pomocnicy wstrzymują się od wszelkich uwag i zachowują jak najciszej, a myśliwy stara się ustrzelić zwierzynę. Tym sposobem pies nabierze prędko doświadczenia, że gonienie na myśliwego jest skuteczne, a więc przyjemne, gonienie od myśliwego nie daje łupu, a może być przykre. Dlatego też nie wolno pomocnikom strzelać, a linia, po której postępują, powinna być dość odległa. Nie wolno im w ogóle zwracać uwagi psa na siebie, a tym mniej na spostrze­żoną zwierzynę. Inaczej bowiem może u młodego psa powstać sko­jarzenie, że nagonka wskazuje mu zwierzynę i nie będzie szukał jej sam, lecz czekał sygnału. Nagonka jest tylko pomocą w nauce psa i z czasem liczba pomocników winna zmaleć do zera, a zwierzyna w tym wypadku — nie celem łowów, ale środkiem nauki.
Druga forma szperania polega na tym, że psa pozostawia się w jakimś miejscu na rozkaz „zostań" i obchodzi miot, a po pewnym czasie daje mu się znak gwizdkiem, by szperał rewirując w kie­runku myśliwego. Przygotowawczym ćwiczeniem do tej pracy jest nauka zostawania. Potem przyzwyczajamy psa do szukania (jak przy buszowaniu) na sygnał gwizdkiem. Sygnał ten musi być od­mienny od sygnału przywołującego. Początkowo zaczynamy ćwi­czenia w polu okopowizny. Psa pozostawiamy po jednej stronie pola pod wiatr. Sami okrążamy pole i stajemy dość daleko od psa, w takim miejscu, gdzie możemy oczekiwać najkorzystniejszej okazji strzału do wymykającej się zwierzyny. Następnie sygnali­zujemy „szukaj".
Dalsze ćwiczenia przenosimy do młodnika, a w końcu do gąszczy zupełnie dla nas nieprzejrzystych, w których pies musi pracować bez nadzoru i kontroli. Skoro takie polowanie będzie kilkakroć uwieńczone rezultatem, pies zrozumie swe «adanie.
Sprawa szperania, tak stosunkowo prosta w opisie, w praktyce nieraz się komplikuje. Przy nauce nie wolno stosować żadnego przymusu, aby nie powstało u psa skojarzenie, iż szperanie łączy się z przykrością. Należy natomiast psa chwalić po każdym wy­czynie, zachęcając do szukania przyjaznym nawoływaniem, a tyl­ko stosunkowo łagodnie uspokajać w razie zbyt nerwowej pracy lub okazywania zainteresowań dla zwierzyny, na którą nie chce­my lub nie możemy polować.
Opis ten jest oczywiście schematyczny i wskazuje tylko cel nauki, gdyż każdy doświadczony myśliwy wie, że zwierzyna ma­jąca swe stałe odwieczne przesmyki nie zmienia kierunku ucieczki pod wpływem buszującego psa.
Dlatego też należy zarówno przy nauce psa, jak i przy praktycz­nym wykonywaniu polowania pamiętać o naturalnych warunkach łowiska, które trzeba znać. Szkolenie psa myśliwskiego to nie mu­sztra na placu ćwiczeń, gdzie można z góry przewidzieć bieg wy­padków. Dlatego też dobre rezultaty w szkoleniu psa myśliwskiego osiągnie tylko ten, kto oprócz znajomości psychiki psa posiadł zna­jomość praktyki łowieckiej.
Przed przystąpieniem do tych ćwiczeń pies musi bezwzględnie być: wychowany w karności, warować niezawodnie na sygnał głosowy, optyczny lub na strzał, pewnie aportować na rozkaz, tzn. nie rzucać się na zwierzynę po strzale.
Dlatego do szperania używa się wyżła już wychowanego, który co najmniej w ciągu jednego roku miał dużo sposobności do naby­cia praktyki przy buszówce w polu lub przejrzystych zaroślach.
Trzecim pożytkiem z płochacza może być przejęcie przezeń czynności naganiacza. Zadanie to spełnia doskonale. Kilka dobrze wpracowanych płochaczy pod przewodnictwem odpowiednio przygotowanego myśliwego lub przewodnika może z powodzeniem zastąpić nagonkę. Niewątpliwie nawet lepiej niż nagonka potrafią wyszperać we wszystkich gąszczach zwierzynę, która przed ich węchem nie może się ukryć ani przyczaić. Ponadto płochacz nie boi się podrapania przez maliniaki lub zabłocenia w moczarach. Odda też nieocenione usługi przy szukaniu postrzałków.
Po wyszkoleniu psa jednym z wymienionych sposobów i dłu­ższym okresie praktyki, gdy pies spełnia swe zadanie ku naszemu zadowoleniu, można przystąpić do szkolenia drugim sposobem, przy czym lepiej jest stosować metodę pierwszą po drugiej lub drugą po pierwszej, niż którąś z nich w połączeniu z trzecią.
Szperacz-naganiacz jest raczej pomocnikiem naganiacza i nie współpracuje bezpośrednio z myśliwym. Szperacz szkolony według metody pierwszej lub drugiej, albo według obu, może służyć po polowaniu do szukania postrzałków, lecz do nagonki używać go nie należy. W obu tych metodach chodzi mianowicie o nauczenie psa, by naganiał zwierzynę do swego pana: przy metodzie trzeciej my­śliwych jest zwykle więcej, a przewodnik albo w ogóle nie strzela, albo tylko okazyjnie —i celem psa nie jest naganianie zwierzyny na przewodnika, lecz sprzed przewodnika na linię strzelców.
Wspomnieć by jeszcze można, że o ile przy metodzie pierwszej i drugiej maść spaniela lub innego płochacza jest obojętna — to spaniele zastępujące czy uzupełniające nagonkę powinny być umaszczone jasno (biało-czarne lub biało-brązowe z dużą przewagą białego), aby uniknąć nieszczęśliwych pomyłek, które przy więk­szej ilości nie zawsze doskonałych strzelców i doświadczonych my­śliwych mogłyby się zdarzyć.
Wreszcie można płochacza przy buszówce czy szperaniu wy­specjalizować przez to, że strzela się wyłącznie jeden rodzaj zwie­rzyny. Powstaje wtedy u psa właściwe skojarzenie, że tylko szu­kanie i gonienie danej zwierzyny prowadzi do celu, tj. zdobycia łupu. Wątpię jednak, by ktokolwiek chciał tak dalece specjalizo­wać siebie i psa, skoro urok buszowania polega właśnie na różno­rodności wypłaszanej z podszycia zwierzyny zarówno pożytecznej, jak i drapieżnej. Jedynie tylko w interesie spokoju w rewirze trzeba zawsze odwoływać płochacza, gdy goni za sarną, którą prze­cież z reguły strzelać będziemy z zasiadki, podjazdu czy na upa­trzonego. Należy więc obrzydzić płochaczowi interesowanie się zdrowymi sarnami, a nawet postrzelonymi, jeśli rozporządzamy posokowcem do tropienia za farbą (patrz też rozdz. „Odzwycza­janie od narowów" — str. 157).
Raz jeszcze pragnę podkreślić, że na dobrego szperacza można psa wykształcić tylko przez długą i częstą praktykę. Sztukę szpe­rania opanowują najlepiej psy znajdujące się w rękach leśniczych lub innych osób przebywających stale w lesie; polując stale w tym samym rewirze zarówno pies, jak i jego pan poznają zwyczaje zwierzyny i jej przesmyki i umieją się zastosować do znanego im terenu.

Polecane strony :

Copyright 2011