psy

WYCHOWANIE CZY TRESURA?

Treserzy starej daty i autorzy przestarzałych podręczników stali na stanowisku, że szczeniak powinien być chowany w kojcu lub nawet gdzie bądź, dopóki nie dojrzeje fizycznie. W czasie wzrostu dbano tylko o jego wykarmienie i izolowano go przed wszelkimi ludzkimi wpływami, które by go „psuły". Potem szedł „do szkoły", gdzie go miano „par force" (jak się ta metoda pedagogiczna nazy­wała) nauczyć wielu pożytecznych rzeczy w lekcjach, których re­gulamin przypominał musztrę według pruskich metod koszaro­wych.
Musztra ta prawie dosłownie zaczynała się od klasycznej postawy na baczność i nie pomijała również klasycznego „padnij". Trudno zaprzeczyć, że w ten sposób można także (mając materiał twardy i niewrażliwy) „wbić" do głowy psa pożądaną asocjację. Ile jednak pies się przy tym nacierpi, a treser namęczy i ile psów się zmarnuje! Nic dziwnego, że przy takich po­jęciach wychowanie psa było dziedziną wyłączną różnych zawodowych psiar-ków o kwalifikacjach oprawców.
Według dawnych zwyczajów pies chował się mniej więcej do roku ot tak, jak bądź „przy kuchni". Młodość spędzał więc w zupełnym zaniedbaniu lub co gorsza na łańcuchu, karmiony różnymi odpadkami, by mu od mięsa lub kości nie „kaprawiały" oczy — jak mówił zakorzeniony przesąd. Potem oddawano go na tygodnie lub miesiące do tresury, gdzie wraz z innymi podobnymi delikwentami był wychowywany „par force". W czasie nauki zmuszano g« do wykonywania paru sztuczek, jak służenie, napadanie na ludzi (bo prawidłową obroną tego nazwać nie można), dawanie łapy lub warowanie i aport, jeśli chodziło o wyżła.
Taki zahukany i nieufny wobec ludzi pies wracał do dawnego, czy też nowego pana z nazwą „ułożonego". Jeśli pan był przyjacielem zwierząt i intuicyjnie lub na podstawie doświadczeń dawniejszych umiał sobie za­skarbić zaufanie psa, to mógł być z tej nauki pożytek, o tyle, o ile pan potrafi utrwalić i rozwinąć w psie wbite mu tresurą początki. Jeśli zaś tego nie umiał, to pies, który przy kupnie lub po ukończonej „szkole" wykazał swe umieje.tności, po pewnym czasie w rękach nowego pana stawał się nagle „głupi" lub „uparty". Zbierał więc częściej lub rzadziej „lanie" za to, że „nie chce" wykonywać rozkazów, których po prostu nie rozumiał. W końcu właściciel ze złością kazał go dać na łańcuch albo uszczęśliwiał nim kogoś ze znajomych — gdzie zaczynało się to samo od nowa — albo wreszcie machnął ręką i pozostawiał psa samopas. Pies demoralizował się w końcu na włóczęgę, który nie wiedział do kogo należy i na którego „kształcenie" naprawdę szkoda było czasu i pieniędzy.
Ktoś, kto naprawdę kocha zwierzęta, chce mieć przyjemność i pożytek ze swego psa, sam go sobie powinien wychować. Dlate­go też radziłem na początku niniejszej książki każdemu, kto tylko ma sprzyjające warunki i czas, by zdecydował się na nabycie psa młodego. Unikałem też częstszego używania słowa „tresura". Uważam bowiem, że przeciętny amator nie zajmuje się tresurą, lecz wychowaniem, nawet wtedy, gdy chodzi o psa użytkowego.
Właściwe wychowanie jest najlepszą podstawą do dalszej nauki, zarówno zresztą u człowieka jak i u psa. Można wprawdzie i star­szego psa, zupełnie surowego wyszkolić dobrze i zrobić zeń poży­tecznego pomocnika, łatwiej jednak i lepiej wychowywać go od wczesnej młodości, powoli i stopniowo rozbudzając w miarę doj­rzewania instynkty pożądane, a tłumiąc popędy niepożądane.
Uwagi te przeznaczone są przede wszystkim do użytku amatora, który dla siebie chce przygotować jednego lub kilka psów. Inaczej przedstawia się sprawa w zakładach, gdzie dla celów służbowych," milicji, straży granicznej, łączności albo 'wojsk sanitarnych szkoli się równocześnie większą ilość psów. Tam oczywiście trzeba się posługiwać bardziej szablonową metodą, lecz nie można nigdy zapominać, że pies to stworzenie żywe, obdarzone indywidualnymi cechami charakteru i wymagające indywidualnego traktowania.
Tresura w zakładach prowadzona jest przez doświadczonych fachowców, którzy obserwują nie tylko przebieg nauki psa, lecz co równie ważne, udzielają wskazówek właściwego postępowania przewodnikom, odbywającym przeszkolenie wraz z psami. Ostatni „szlif" nadaje jednak psu dopiero praktyka.
. Uwzględniając, że książka ta przeznaczona jest dla amatorów, a nie zawodowców, starałem się nadać pracy formę jak najprzy­stępniej szą, a szczególnie ćwiczenia ująć możliwie najłatwiej. CeIowo nie omawiam osobno psa pokojowego, obrończego, czy my­śliwskiego, gdyż wychodzę z założenia, że każdy pies powinien odebrać jednakowe wychowanie zasadnicze. Dlatego też przecho­dząc po kolei różne ćwiczenia, w jednym rozdziale łączę czynności, które opierają się na jednym instynkcie. Czytelnik może wybrać sobie specjalizację, potrzebną mu w jego warunkach. Im bardziej psa wyspecjalizujemy, w jakiejś określonej dziedzinie i to zgodnie z jego wrodzonymi talentami, tym precyzyjniejsze uzyskamy wy­niki.
Na odwrót, przy różnorodnej pracy wiedza psa będzie powierz­chowna, a rezultaty mniej zadowalające. Pies wszechstronnej użyt-kowności nie może skutecznie konkurować ze specjalistą. Wresz­cie i tu pamiętać należy o starej prawdzie, że „repetitio est mater studiorum", tzn. że tylko ciągłe powtarzanie w praktyce nabytej wiedzy pogłębia ją i doprowadza do coraz większej doskonałości.
Przewodnik powinien stale psa kontrolować, czy nie ma on ten­dencji do zmanierowania się lub czy nie powstają u niego wadli­we, mylne skojarzenia. Wierzę, że postępując zgodnie ze wskazów­kami zawartymi w drugiej części niniejszej książki, każdy miło­śnik z każdego normalnego psa wydostanie tyle, że będzie miał z niego zarówno radość, jak i pożytek. Także myśliwy, o ile ma dostatecznie często okazję do przerabiania z psem ćwiczeń w rewi­rze łowieckim (nie tylko w sezonie, ale iw martwym sezonie), ułoży sobie pożytecznego towarzysza łowów w sposób prawie nie-spostrzeżony.
Pewien jestem, że kto raz przekona się o skuteczności i łatwości zasady, by „uczyć bawiąc i bawić ucząc" ten raz na zawsze zarzuci nawet wspomnienie o dawnej metodzie szkolenia „par force". Nie bójmy się, że pies, który się uczy bawiąc z nami, będzie mniej pożyteczny w pracy na serio. Przeciwnie, jeśli jego zdolności zo­stały rozbudzone i skierowane na pożądany tor przy zabawie, rów­nież przy pracy będzie okazywał pasję i gorliwość, wynikającą z ochoty do wyładowania instynktów wrodzonych, a tylko kiero­wanych przez człowieka.
Doświadczenie wykazuje, że kara i przymus hamujący są mniej skuteczne niż nagroda i oddziaływanie przyjemne, które idzie w parze z naturalnymi skłonnościami. Nauczyć można tylko przy pomocy nagród — kary mogą być pomocne przy oduczaniu. Prze­wodnik powinien się zastanowić, jakie instynkty naturalne można obudzić w psie, by uzyskać pożądane działanie i jakie stłumić, by uzyskać zaniechanie pewnych działań. Uświadomiwszy sobie cel, łatwiej znajdzie środki do jego realizacji.
W drugiej części będę starał się wskazać zarówno na popędy wrodzone, które wykorzystamy przy naszych ćwiczeniach, jak i asocjacje, które będziemy chcieli wywołać w umyśle psa. Wspom­nę też nieraz o mylnych skojarzeniach, które mogą powstać wsku­tek błędów przewodnika.
Jasną jest rzeczą, że nie mogę przewidzieć wszystkich możliwych błędów, wynikających z nieświadomości lub niedbalstwa. Inteli­gentny i uważny obserwator zawsze prędko zorientuje się w sy­tuacji i nie dopuści do wadliwych skojarzeń. Przewodnik powinien mieć i to na uwadze, że jego samego obowiązuje przede wszystkim łagodna stanowczość, przyjacielska cierpliwość i kompletne opano­wanie. Nie wolno również żądać zbyt szybkich postępów ani paru rzeczy na raz.
Uwaga przewodnika i psa powinna być wytężona tylko w jed­nym kierunku w czasie ćwiczenia. Lekcje nie mogą trwać zbyt długo, szczególnie w początkach nauki, by psa nie zniechęcać. Naj­lepiej przeprowadzać krótkie ćwiczenia kilka razy na dzień przy nadarzającej się okazji i wolnej chwili. W każdym razie przy pierwszych objawach znużenia należy przerwać lekcję. Zawsze lepiej jest zmierzać do celu drogą pewną, choćby dłuższą, niż ku­sić się o prędkie rezultaty z ryzykiem popełnienia błędu, którego korygowanie wymaga znacznie więcej czasu, cierpliwości i umie­jętności aniżeli nawet najwolniej postępująca, lecz prawidłowa nauka bez niebezpiecznych wykolejeń.
Pozostaje tylko jeszcze problem, kiedy należy rozpocząć wycho­wanie i naukę. Otóż nie można tu wyznaczyć ogólnej reguły, po­dobnie zresztą, jak u człowieka. Dobrze jest zacząć jak najwcze­śniej, z chwilą gdy piesek zostanie odłączony od matki. Im staran­niejsze i lepsze jest wstępne wychowanie, tym milszy staje się pies jako towarzysz mieszkania i ewentualnej  wspólnej  pracy i tym łatwiej będzie go układać przy właściwej nauce. Oczywiście należy stopniować wymagania stosownie do wieku psa.
Wychowanie, jak powiedziałem, zaczyna się od chwili przyjęcia psa do domu. Należy dbać o to, by pies nie nabył żadnych niepożą­danych manier i jak najwięcej przebywał w towarzystwie swego pana. Rozwinie się wtedy jego inteligencja i przywiązanie tak, że będzie w lot zgadywał i uprzedzał nasze zaledwie pomyślane ży­czenia.
Właściwa nauka, która ma przygotować psa do zadań służbo­wych, może zaczynać się dopiero w okresie jego dojrzewania, za­leżnie od rasy i osobniczych właściwości. Najkorzystniejszy dla nauki wiek przypada na okres między 9 a 18 miesiącem. Pewnych ćwiczeń nie można podejmować przed dojrzeniem psa, np. przy­gotowania do obrony i walki ze szkodnikami łowieckimi. Pies młody, w którym nie rozbudził się jeszcze instynkt bojowy, nie powinien być do funkcji tych używany. Jeśli jako słaby szczeniak o    miękkim charakterze zostanie pokaleczony lub pobity, może na całe życie nabyć urazu, którego wynikiem będzie tchórzliwość.
Powtarzam: wychowania nie można zacząć za wcześnie, o ile się stosuje rozumne, tj. konsekwentne, lecz zarazem przyjacielskie, łagodne metody. Z właściwą nauką należy postępować oględnie, by młodego psa nie zmanierować. Należy uzbroić się w cierpliwość i    zacząć raczej później niż za wcześnie, a ćwiczenia dawkować w niewielkich porcjach i zadowolić się małym postępem z dnia na dzień.
Dobry przewodnik winien odznaczać się wielką miłością do zwie­rzęcia, rozumnym i konsekwentnym postępowaniem, niewyczer­paną cierpliwością, zupełnym opanowaniem odruchów i własnych nerwów. Pod żadnym warunkiem nie wolno psa szkolić wtedy, gdy sami jesteśmy zdenerwowani lub w złym humorze, bo pies przejmie nastroje pana swego natychmiast i każda lekcja w tych warunkach odbyta sprawić może więcej szkody niż pożytku.
W następnej części opisuję po kolei zadania, których najczęściej od psów się wymaga. Poszczególne ćwiczenia podaję w formie od­rębnych rozdziałów. Kolejność ich nie jest bynajmniej wiążąca. Tak samo metody i pomoce stosowane przy nauce mogą być indy­widualizowane, zależnie od warunków i charakteru psa i przewod­nika. Chodzi mi przede wszystkim o to, by dać wytyczne do zro­zumienia psiej psychiki. Zrozumienie to wskaże najlepiej sposób postępowania z psem i drogę do zdobycia jego przyjaźni.

Polecane strony :

Copyright 2011